JANUSZ TAZBIR

 

PROTOKOŁY   MĘDRCÓW   SYJONU 

 

Autentyk  czy falsyfikat

 

 

***

 

 

Treść Protokołów mędrców Syjonu

 

Pamflet ten, oparty rzekomo na wykładach wygłoszonych podczas I Kongresu Syjonistycznego w Bazylei (1897), został po raz pierwszy ogłoszony w petersburskim czasopiśmie "Russkoje Znamia" (1903), w dwa lata później ukazał się zaś w postaci oddzielnej książki. Data ta nieprzypadkowo zbiegła się z wydarzeniami rewolucji 1905 roku. Wszystko wskazuje bowiem na to, iż Protokoły... zostały sporządzone z inicjatywy carskiej ochrany, która za ich pomocą chciała zwalczać ruch rewolucyjny. Z Protokołów... wynikało, że sprawcami wszystkich przewrotów społecznych są Żydzi, spodziewający się na tej właśnie drodze dojść do panowania nad światem. "Autor lub autorzy tej broszury usiłują wmówić czytelnikowi, że od stuleci istnieje ogólnoświatowy spisek, którego uczestnicy stawiają przed sobą cel ustanowienia żydowskiego >>superrządu<<. Do osiągnięcia tego celu mają jakoby prowadzić: inspirowanie rewolucji, wywoływanie zamieszek i buntów, rozniecanie walki klas oraz powodowanie rozkładu społeczeństwa przez upijanie go" - piszą dwaj rosyjscy historycy w artykule ogłoszonym przed laty w tygodniku "Ogoniok".

 

Z opinią tą koresponduje osąd francuskiego jezuity, wyrażony swego czasu na łamach katolickiego "Nouvelle Revue Théologique" (nr 1, 1938). Pierre Charles, jezuita, pisał wówczas: "Studiując nieco dokładniej całość Protokołów..., łatwo jednak dostrzec, iż te cyniczne plany światowego przewrotu są żałośnie ubogie; roi się w nich od sprzeczności; nieustannie zakładają rozwiązanie najważniejszych problemów, a niedorzeczność zalecanych tam środków działa uspokajająco. Jeżeli tajemniczy mędrcy Syjonu istotnie nie mają żadnej innej mądrości, prócz objawionej na tych stronicach, świat może spać spokojnie".

 

Ponieważ Protokoły... roją się nie tylko od sprzeczności, ale i od powtórzeń, spróbujmy przedstawić ich treść w układzie problemowym. Najogólniej biorąc, zawierają one trzy wątki, a mianowicie krytykę liberalizmu, omówienie sposobów, jakimi mędrcy pragną dojść do władzy, wreszcie wizję świata, który ma powstać po zwycięstwie zawiązanego przez nich spisku. Ich twórcy (twórca?) wychodzą z założenia, iż wolność polityczna, tak pociągająca wielu ludzi, nie może być nigdy w praktyce urzeczywistniona. Korzystała z niej kiedyś arystokracja sprawująca władzę dla dobra wszystkich, ale jej rządy należą już do przeszłości. Liberalizm jako kierunek polityczny nie zdał egzaminu, doprowadzając jedynie do chaosu. Narody okazały się niezdolne, aby rządzić się same; nie wiedzą dobrze, czego chcą, i łatwo dadzą się oszukiwać. Zaprowadzić porządek może jedynie despota, niecofający się przed terrorem. Przemoc jest jedyną sprawdzającą się formą rządu: do jej sprawowania niezbędna jest siła, ta zaś wynika z posiadania kapitału. Światem rządzi dziś zło. Następnie Protokoły... stwierdzają, iż do zdobycia nad nim całkowitej władzy niezbędne jest doprowadzenie do ruiny państw chrześcijańskich, nad czym mędrcy Syjonu od dawna pracują. Należy w tym celu wszelkimi sposobami wprowadzać i popierać destabilizację, przede wszystkim zaś wywoływać rewolucje społeczne, rozruchy i niepokoje.

 

Istniejący system polityczny umożliwia wykorzystywanie do tego celu walk parlamentarnych, jak również walk między partiami, których liczbę należy mnożyć. Stale trzeba utrzymywać i podsycać niezadowolenie robotników, podkopywać zaś autorytet władzy. Jest on i tak osłabiony na skutek wprowadzenia systemu prezydenckiego. Stanowiska należy obsadzać marionetkami, którymi łatwo jest kierować, a więc najlepiej ludźmi o zaszarganej przeszłości. Narzędziem sprawowania władzy powinny stać się także loże masońskie, z których należy usunąć jednostki nieposłuszne. Przemysł winien zostać objęty monopolem, aby można było za jednym zamachem zniszczyć nieżydowskie kapitały, gdy tylko mędrcy zechcą objąć władzę.

 

W stosunkach międzynarodowych należy dążyć do skłócenia ze sobą państw tak, aby utrzymanie stałego pokoju na świecie stało się niemożliwe. Trzeba rozwijać zbrojenia, jak najczęściej musi dochodzić do wojen, nieprzynoszących zysku żadnej ze stron. Za wszelką cenę winno się podkopywać moralność, nasyłając swoich ludzi w charakterze nauczycieli i służby domowej do rodzin chrześcijańskich. Trzeba popierać prostytucję i pijaństwo. Ponieważ "goje" mogą podejmować próby przeciwstawienia się temu spiskowi, należy podburzać prosty lud przeciwko rządzącym. Jeśli mędrcy zdołają sprawić, aby zapanował głód, wówczas pewnego dnia we wszystkich krajach jednocześnie wybuchnie rewolucja, która zniszczy własność prywatną (wyjąwszy oczywiście majątek samych Żydów).  Gdyby Europa, wbrew oczekiwaniom, wystąpiła przeciwko władzy mędrców - wówczas "odpowiemy armatami amerykańskimi, chińskimi lub japońskimi" (VII, 6). Jeśli goje powstaną z bronią w ręku, wtedy zostaną wysadzone w powietrze tunele metra, budowane w tym właśnie celu we wszystkich stolicach. Ta część ludzkości, która pozostanie, a zechce jeszcze stawiać opór, będzie zniszczona za pomocą umyślnie rozsiewanych epidemii.

 

W Protokołach... czytamy, iż mędrcy mogą być dumni z tego, co już zdołali uczynić. Zniszczyli bowiem religię, zwłaszcza zaś chrześcijaństwo. Tam, skąd usunięto jezuitów, papiestwo stało się praktycznie bezbronne i może być w każdej chwili obalone. Upadł również prestiż świeckich władców; zamachy tak ich wystraszyły, iż bez ochrony nie odważają się pojawiać publicznie. Natomiast ich mordercy są wysławiani jako męczennicy. Towarzyszy temu powszechna ruina gospodarcza; długi państwowe rosną, a finanse są w opłakanym stanie. Niebawem państwa chrześcijańskie, znajdujące się w tak katastrofalnym położeniu, będą szczęśliwe, mogąc się poddać władzy mędrców, którzy założyli już zresztą fundamenty swego panowania. Na miejscu arystokracji pojawiła się plutokracja, sprawująca rządy za pomocą pieniądza. Zdominowała ona system prawny, o czym świadczy wprowadzenie tak diabelskiego pomysłu, jakim są sądy rozjemcze. Mędrcy opanowali również oświatę, wprowadzając, poprzez ich agenta, niejakiego Bourgeois, system nauki poglądowej, "mającej zamienić gojów w bezmyślne zwierzęta'' (XVI, 8). Protokoły... miały tu niewątpliwie na myśli Leona Bourgeois (1851-1925), który w 1898 roku, a więc w okresie ich powstawania, był ministrem oświaty, zasłużonym dla reformy szkolnictwa we Francji. Przede wszystkim jednak mędrcy kontrolują politykę i polityków. Wszystkie partie, od skrajnie prawicowych do najbardziej radykalnych, stanowią w istocie posłuszne im narzędzia. Dzięki masonerii mają zaś dostęp do najważniejszych tajemnic państwowych.

 

Po toczonej przez wiele lat walce, która pochłonęła tyle ofiar, w tym również Żydów, mędrcy Syjonu zbliżyli się do ostatecznego celu, który zostanie osiągnięty być może już w ciągu najbliższych stu lat. Jest nim zbudowanie światowego imperium Żydów, gdzie władzę sprawowaliby książęta z domu Dawida. To sam Bóg powołał ich na władców świata. W tym przyszłym państwie masy będą trzymane z dala od polityki, wszystkie publikacje zostaną poddane surowej cenzurze, a swoboda słowa i zebrań poważnie ograniczona. Każdy zostanie poddany stałemu nadzorowi ze strony tajnej policji, która będzie znacznie rozbudowana; nieposłuszeństwo karane będzie równie surowo jak kradzież czy mord. Od obywateli będzie się wymagać całkowitej i bezwarunkowej subordynacji, równocześnie zaś obiecywać, iż w dalekiej przyszłości wszystkie te ograniczenia zostaną zniesione. W istocie jednak prawdziwa wolność nigdy nie zapanuje.

 

Państwo zadba natomiast o pomyślność gospodarczą obywateli. Bezrobocie ulegnie likwidacji, wysokość podatków dostosowana zostanie do posiadanego majątku. Strajki zostaną zakazane, a pijaństwo surowo wzbronione. Uczyni się wszystko, aby masy pozostały spokojne i zadowolone. Będzie obowiązywać jasne i nieomylne prawodawstwo, a sędziowie będą wymierzać sprawiedliwość w sposób nienaganny. Na władców zostaną powołani właściwi ludzie o nieskazitelnym charakterze moralnym, niegodni tronu dziedzice będą bezwzględnie usuwani. Panujący winien prowadzić się bez zarzutu i nie może posiadać osobistego majątku. Władca świata będzie się swobodnie przechadzał wśród poddanych i "prowadził na placach publicznych rozmowy z narodem" (XXIV, 2). Otaczać go jednak będzie zawsze "niewidoczna straż" (XVIII, 4) - dziś powiedzielibyśmy: służba bezpieczeństwa. Pod jego berłem narody świata będą szczęśliwe, a królestwo Syjonu trwać będzie wiecznie.

 

Pamflet Joly'ego ukazał się wcześniej

 

Protokoły mędrców Syjonu niemal od razu zyskały olbrzymią popularność, do której jeszcze powrócę. Nie przerwało jej wcale odkrycie pierwowzoru, które zawdzięczamy Philipowi Gravesowi, korespondentowi "Timesa" w Konstantynopolu. Pewien Rosjanin, były posiadacz ziemski, skądinąd szczery wyznawca prawosławia i zwolennik monarchii konstytucyjnej, przekazał mu książkę, jaką nabył tam wraz z innymi od jednego z oficerów ochrany, który znalazł schronienie w Turcji. Jej pierwsze strony były wydarte, poszukiwania podjęte w bibliotece British Museum pozwoliły jednak ustalić, że jest to dzieło paryskiego adwokata, Maurice'a Joly'ego (1829-1878), Dialogue aux enfers entre Montesquieu et Machiavel, wydane w 1864 roku w Brukseli. Ten dialog w piekle między Monteskiuszem a Makiawelem należał do tak modnego we Francji, i to od końca XVII wieku poczynając, gatunku "rozmów umarłych", w których notabene często występowały postacie obu tych polityków. "Miały one zazwyczaj za rozmówców wybitne i sławne postacie historyczne, pochodzące z różnych krajów i epok, które spotykały się ze sobą w krainie cieni, dyskutując na różnorakie tematy". Do tej formy literackiej wypowiedzi sięgali autorzy tak wybitni, jak Bernard Fontenelle, François Fenelon, Wolter, a w Polsce Ignacy Krasicki.

 

Joly nie należał do tej elity francuskiej literatury; agresywny publicysta polityczny, był nieubłaganym przeciwnikiem rządów Napoleona III, który dotkliwie ograniczył prawa parlamentu, skupiając w swych rękach całą inicjatywę ustawodawczą. Wolności obywatelskie zostały zlikwidowane, a prasa w praktyce zakneblowana; cenzury wprawdzie nie wprowadzono, ale "nieustanna groźba grzywien, zawieszeń, zamknięcia gazet zmuszała redakcje do potulnej autocenzury". Kontroli rządowej poddano nie tylko teatry, szkoły i wydawnictwa, lecz nawet kawiarnie, jako miejsca, w których toczyły się dyskusje polityczne. Wprowadzona w 1858 roku ustawa o powszechnym bezpieczeństwie dawała rządowi "prawo arbitralnego internowania, wyganiania, deportowania bez sądu wszystkich przeciwników reżimu". Należący do nich Joly swój pamflet, w którym występuje broniący zasad liberalizmu Monteskiusz i Makiawel jako rzecznik cynicznego despotyzmu, opublikował przezornie za granicą, co mu niewiele pomogło. Cały nakład książki został już na granicy skonfiskowany przez francuską policję, a samego autora skazano w kwietniu 1865 roku na piętnaście miesięcy więzienia. Nie trzeba dodawać, że jej kolportaż był surowo wzbroniony, co zresztą nie przeszkodziło dalszym anonimowym wydaniom we Francji i Belgii.

 

W serii artykułów ogłoszonych na łamach "Timesa" (numery z 16-18 sierpnia 1921 roku) Graves przekonująco wykazał, że Protokoły... stanowią w znacznej mierze plagiat z tego właśnie pamfletu. Ich autorzy zastąpili 25 dialogów 24 protokołami, w ośmiu z nich zapożyczenia "stanowią więcej niż połowę tekstu, a siódmy protokół został przepisany prawie w całości. Z 2560 wierszy zostało wykorzystanych bez wprowadzenia jakichkolwiek zmian, aż 1040". W Protokołach... usunięto oczywiście nazwiska Makiawela i Monteskiusza, a wprowadzono "gojów" oraz Żydów, o których Joly nie wspomina ani słowem. Poglądy włoskiego humanisty włożono w usta mędrców Syjonu, sugerując, iż chcą za pomocą metod stosowanych, dodajmy między innymi przez Napoleona III, zawładnąć światem. Również i wizja jego przyszłości pod rządami króla z pokolenia Dawida stanowi oczywiście twór autora (autorów) Protokołów... W obfitej literaturze im poświęconej dość często pojawia się w charakterze załącznika zestawienie odpowiednich fragmentów obu utworów. Ponieważ jednak porównywanie wszystkich zapożyczeń zmusiłoby nas do ponownego przedruku aż 40 procent Protokołów..., ograniczymy się do kilkunastu tylko przykładów:

 

 

JOLY

PROTOKOŁY

Zły instynkt u człowieka jest silniejszy niż dobry. [...] Wszyscy ludzie pragną dominacji

[...] nie ma takiego, co nie stałby się ciemiężycielem, mógł [...] wszyscy lub prawie wszyscy gotowi są poświęcić prawa innych dla własnych interesów.

 

 

Kto utrzymuje w ryzach te krwawe zwierzęta, co zowią się ludźmi!

U początków społeczeństw leży brutalna i niepohamowana siła, potem jest prawo, czyli znowu siła regulowana przez formę.

Ludzie o popędach złych są znacznie liczniejsi  od zacnych. Każdy człowiek pragnie władzy [...] Każdy chciałby zostać dyktatorem, gdyby mógł [...] niewielu jest takich, którzy nie byliby gotowi poświęcić wspólne dobro, by osiągnąć własną korzyść

(I, 1).

 

 

Co poskramiało zwierzęta drapieżne, zwane ludźmi?

W okresie kształtowania się ustroju społecznego ludzie ulegali sile ślepej i brutalnej, następnie zaś prawu, które nie jest niczym innym, jak tąż siłą, lecz zamaskowaną (I, 2).

 

 

 

Wolność polityczna to idea względna.

 

Miast myśleć o naprawie opinii publicznej, trzeba ją najpierw oszołomić, uczynić niepewną przez zdumiewające sprzeczności.

 

 

 

 

Wolność polityczna jest ideą, nie zaś faktem (I, 3).

Aby owładnąć opinią społeczną, należy ją doprowadzić do dezorientacji, głosząc z różnych stron tyle poglądów społecznych [...] dopóki goje nie zbłądzą w tym labiryncie (V, 10).

 

 

Wprowadziłbym na przykład olbrzymie monopole finansowe, rezerwuary majątku publicznego, od których tak ściśle zależeć będzie los wszystkich prywatnych fortun, że zostałyby pochłonięte nazajutrz po wielkiej katastrofie politycznej.

Monteskiuszu, jesteś ekonomistą, doceń więc wartość tej kombinacji.

 

 

Wkrótce zaczniemy organizować olbrzymie monopole, zbiorniki kolosalnych bogactw, od których nawet znaczne majątki gojów będą zależne o tyle, że zatoną wraz z kredytem państw nazajutrz po katastrofie politycznej.

 

Niechaj ekonomiści rozważą doniosłość tej kombinacji (VI, 1).

 

 

Arystokracja jako siła polityczna zniknęła, lecz ziemiańska burżuazja jest jeszcze elementem oporu.

 

Może konieczne będzie zubożenie jej lub nawet całkowite zrujnowanie. Wystarczy na to zwiększyć koszta obciążające własność ziemską.

[Należy] przesadnie rozwijać przewagę państwa, czynić zeń opiekuńczego władcę, inicjującego i nagradzającego.

 

 

Arystokracja gojów jako siła polityczna nie istnieje [...] lecz jako posiadaczka ziemi szkodliwa jest dla nas [...] Wobec tego za wszelką cenę musimy ją wyzuć z ziemi [...] Najlepszym sposobem po temu jest powiększenie ciężarów, czyli obdłużenie ziemi (VI, 4)

 

Wszelkimi sposobami winniśmy podnieść znaczenie naszego nadrządu, wystawiając go jako protektora, wynagradzającego wszystkich (VI, 48)..

 

 

Trzeba doprowadzić do tego, aby w państwach byli już tylko proletariusze, kilku milionerów i żołnierze.

 

 

Władza będzie musiała przyciągnąć do siebie wszystkie siły i wszystkie talenty cywilizacji, w której żyje. Będzie musiała otoczyć się publicystami, rzeczoznawcami prawa, ludźmi administracji [...]

 

Potrzebny jest prócz tego świat ekonomistów [...] bankierów, przemysłowców, kapitalistów [...] ludzi mających miliony, bowiem w istocie wszystko będą rozstrzygały cyfry.

 

 

Niezbędne jest doprowadzenie do tego, żeby [...] istniały we wszystkich państwach tylko masy proletariatu, garść oddanych nam milionerów i żołnierze (VII, 1).

 

Rząd nasz winien otoczyć się wszelkimi siłami cywilizacji, wśród których będzie musiał działać, toteż otoczy się publicystami, prawnikami, praktycznymi administratorami [...] (VIII, 2).

 

Otoczymy nasz rząd całym sztabem ekonomistów [...] Będzie nas okrążała cała plejada bankierów, przemysłowców i kapitalistów, a przede wszystkim milionerów, bowiem w istocie wszystko będą rozstrzygały cyfry (VIII, 4).

 

 

Machiavel: Wprowadzę głosowanie bez rozróżnienia klas ani różnic podatkowych, przy pomocy którego od razu zorganizowany zostanie absolutyzm.

 

Wszędzie, pod różnymi nazwami, lecz z bardzo podobnymi atrybutami, odnajduje się organizacje ministerialną, senat, ciało ustawodawcze, radę państwa, sąd kasacyjny.

 

 

Toteż musimy dopuścić do głosowania wszystkich, bez różnicy klas i cenzusu, aby wprowadzić absolutyzm większości (IX, 4).

 

 

Pod różnymi nazwami we wszystkich krajach istnieje mniej więcej to samo. Przedstawicielstwo narodowe, ministerstwa, senat, rada państwa, ciała prawodawcze i wykonawcze (X, 7).

 

 

 

Jak bóg Wisznu, moja prasa mieć będzie sto ramion i te ramiona podadzą dłoń wszystkim odcieniom opinii.

 

 

Państwo nasze będzie apologią bożka Wisznu [...] Dzienniki nasze będą [...] posiadały sto rąk, z których każda będzie wyczuwała jakiś puls jakiegoś kierunku myśli społecznej (XII, 5 i XVII, 8).

 

 

W wieku 18 lat człowiek wtrąca się do układania konstytucji, tak jak pisze tragedie.

 

Uniwersytety nie powinny wypuszczać ze swoich murów młokosów, smażących plany konstytucji, jakby komedie albo tragedie [...]

(XVI, 2).

 

 

Porównując oba teksty łatwo przekonać się, iż poglądy wygłaszane w pierwowzorze przez Makiawela autor (autorzy) Protokołów... włożył w usta tajemniczemu wykładowcy którym miał być jeden z anonimowych mędrców Syjonu. To, co Joly-Makiawel ukazywał jako porządek polityczny zaprowadzony już przez Napoleona III, w apokryfie zostało zamienione na proroctwo. Joly stara się udowodnić, iż despota za pozorami demokracji potrafi ukryć swą władzę absolutną, w Protokołach... natomiast twierdzi się, że już w tej chwili wszelkie formy ustroju demokratycznego stanowią parawan, za którym mędrcy Syjonu stopniowo przejmują władzę nad światem.

 

Ten pospiesznie i niedbale, powtórzmy to raz jeszcze, sporządzony dokument, odbiegał w wielu punktach od logicznego pamfletu paryskiego adwokata. Joly wyraźnie rozróżnia politykę Napoleona III, prowadzącą do uzyskania pełnej władzy od tej, którą będzie stosować, kiedy ją wreszcie zdobędzie. Protokoły... natomiast nie grzeszą zbytnią logiką. Na samym ich początku czytamy na przykład, że mędrcy Syjonu już dysponują pełną władzą nad światem. Następnie jednak mówi się, że upłynie jeszcze sto lat, zanim ją uzyskają. A co więcej, że na drodze do władzy napotykają na poważne przeszkody.

 

Protokoły... niespójne również dlatego, że zawarta w nich wizja świata pod panowaniem żydowskiego superrządu mimo wszystko przypomina raczej utopię Aldousa Huxleya (Nowy wspaniały świat), aniżeli ponury obraz zawarty u George'a Orwella (1984). Huxley przewidywał uniformizację społeczeństwa i zniewolenie obywateli świata kompensowane dobrobytem materialnym, brakiem jakichkolwiek chorób etc. Również i w państwie mędrców Syjonu "gojom" nie miało się w sumie źle powodzić, choć zostaną ubezwłasnowolnieni, a ich posłuszeństwo będzie wymuszane terrorem.

 

Z jednej strony mędrcy Syjonu przechwalają się strachem, jaki masy "gojów" przed nimi czują. Z drugiej zaś twierdzą, że rządy nie podejrzewają nawet istnienia światowego spisku i nie wiedzą, co im mędrcy przygotowują. Despota, atakowany przez Joly'ego, chciał panować tylko nad Francją, tymczasem mędrcom Syjonu przypisuje się chęć zawładnięcia całym światem. Wreszcie, ataki na liberalny system i wyraźną nostalgię za czasami, w których dzierżyła prym ziemiańska arystokracja, wierna monarchii, trudno by uznać za wymysł li tylko żydowski, skoro podobne poglądy wyrażało wielu konserwatystów europejskich XIX stulecia, od Josepha de Maistre poczynając, a na naszym Henryku Rzewuskim kończąc. Stąd też niektórzy wydawcy Protokołów..., w obawie przed nadwątleniem wiary w ich autentyczność, opuszczali te fragmenty lub też przyznawali, że mogą to być wtręty poczynione w trakcie kolejnych redakcji.

 

Zapożyczenia, od Joly'ego, z których przytoczyłem przecież jedynie drobną część, były tak oczywiste, że zwolennicy tezy o autentyczności Protokołów... musieli się w ich obronie uciekać do najbardziej karkołomnych argumentów. Zaczęto więc twierdzić, iż Maurice Joly był w rzeczywistości Żydem (we Francji dawano mu imię Mojżesz; przedwojenny wydawca Protokołów..., Bolesław Rudzki, nazywa go stale Mośkiem; żydowskie pochodzenie sugeruje także wydawca słowackiej wersji Protokołów..., Robert Helebrandt), który dopuścił się podwójnej mistyfikacji. Nie tylko bowiem aktualny utwór polityczny ubrał w formę dialogu dwóch znanych pisarzy sprzed paru wieków, ale i w pamflet wymierzony przeciwko Napoleonowi III wpisał rady dla swych współwyznawców o sposobach, jakimi mają zdobywać władzę. Uczynił to na polecenie starszyzny żydowskiej, która była niesłychanie zadowolona z nadarzającej się okazji. Dzięki niej bowiem "tak łatwo udało się wywieść w pole głupich gojów" i jawnie pouczać o sposobach i środkach, jakimi "nieznani naczelnicy" Izraela zamierzają osiągnąć i utrzymać władzę "narodu wybranego" nad całym światem.

 

Przypomnijmy, że Joly nie był Żydem, o czym ewidentnie świadczy jego metryka chrztu (wraz z nazwiskami rodziców chrzestnych) opublikowana swego czasu w prasie paryskiej ("Paix et Droit", listopad 1924). Nie to jest jednak w tym przypadku najważniejsze; istotne wydaje się co innego. Po pierwsze - w jakim celu Żydzi mieliby ogłaszać publicznie instrukcje Joly'ego, skoro rzekome Protokoły..., do których one w znacznej części weszły, tak starannie chronili przed oczyma "gojów"? Wartość podobnych wskazówek polega przecież w znacznym stopniu na ich poufnym charakterze. Po drugie - jeśli już z jakichś powodów mędrcy chcieli poinformować współwyznawców o swych planach zawładnięcia światem, dlaczego uczynili to w formie broszury politycznej, o której dobrze wiedziano, iż będzie narażona na konfiskaty ze strony cesarskiej policji. W ówczesnej Europie nie istniały żadne przeszkody po temu, aby podobne instrukcje mogły się ukazać w formie bardziej bezpośredniej, choć oczywiście anonimowej. To dopiero w XX stuleciu państwa totalitarne objęły swą kontrolą całość produkcji wydawniczej, przejmując w praktyce wszystkie drukarnie.

 

Jeszcze mniej przekonujące jest inne tłumaczenie, mianowicie, iż syjoniści zebrani w 1897 roku w Bazylei z rozmysłem popełnili plagiat, aby na wypadek dostania się Protokołów... w niepowołane ręce "móc posłużyć się tym alibi i przekonywać, że to falsyfikat. Wyjaśnienie to jest równie przekonujące, co twierdzenie, iż piramidy egipskie zbudowano, aby służyły jako most na Dunaju, paryska katedra Notre Dame zaś to forteca, która miała osłaniać przejście przez Pireneje" - zauważa z irytacją Pierre Charles. Dodajmy, że uznanie tego tłumaczenia za słuszne musi prowadzić do odrzucenia poprzedniej tezy, że pamflet Joly'ego wydali Żydzi jako instrukcję dla swych rodaków.

 

Kolejną próbą obrony autentyczności Protokołów... jest twierdzenie, że nie mamy tu do czynienia z zapisem wykładów, wygłoszonych na kongresie w Bazylei, lecz z notatkami z prelekcji "wygłaszanych w niewiadomym miejscu i w niewiadomym czasie przez jakiegoś wybitnego Żyda (mędrca syjonistycznego)". Tak czy inaczej, choć ich związek z kongresem w Bazylei można - jak przyznawali niektórzy - uznać za dyskusyjny, to jednak ukazują one w wierny sposób umysłowość Żydów oraz ich plany zapanowania nad światem. Tłumaczenie takie przyjmował między innymi sam Adolf Hitler, pisząc: "Protokoły [...] z przerażającą prawdziwością odsłaniają nam istotę i działania narodu żydowskiego, jego wewnętrzną organizację i jego ostateczne cele".

 

Podobne wyjaśnienia nie są w historii czymś nowym. Zbliżonych argumentów używali już zwolennicy tezy o autentyczności rzekomych instrukcji jezuickich, wspomnianych poprzednio Poufnych rad... Podobnie zresztą strona katolicka twierdziła, iż pięć twierdzeń głośnego herezjarchy, Mikołaja Janseniusza, potępionych w bulli papieskiej z 1656 roku, wprawdzie nie figuruje w jego dziełach, ale odpowiada ściśle ich duchowi. Otóż Protokoły mędrców Syjonu niewątpliwie odpowiadają obrazowi Żydów, jaki u schyłku XIX wieku dominował w kręgach zagorzałych antysemitów. Zapoczątkowana przez opowieść Goedschego o tajnych zgromadzeniach na cmentarzu żydowskim w Pradze wizja istnienia ich światowego rządu, gdzieś w latach osiemdziesiątych XIX stulecia została przez antysemicką propagandę uznana za pewnik. Skoro zaś istniał centralny ośrodek dyspozycyjny, wydawało się rzeczą naturalną, iż mógł on wydać na użytek swych podwładnych takie same instrukcje, jakie ongiś mieli rzekomo opracować jezuici w postaci Poufnych rad Towarzystwa Jezusowego.

 

Spór o autentyczność Protokołów mędrców Syjonu

 

Po dziś dzień środowiska antysemickie całego świata bronią tezy o ich prawdziwości; między innymi w Rosji (przedtem w Związku Radzieckim) za autentycznością Protokołów... wypowiadali się (i nadal wypowiadają) niektórzy publicyści oraz czasopisma zbliżone do towarzystwa "Pamięć". Jego nieoficjalnym organem był miesięcznik "Nasz Sowremiennik", na którego łamach Stanisław Kunajew pisał, iż pochodzenie Protokołów... do dziś pozostaje zagadką. Nie ulega jednak wątpliwości, iż Protokoły... napisali ludzie głęboko wykształceni, których można nazwać geniuszami politycznego zła. Cechowała ich wręcz szatańska przenikliwość. Mają u podstaw dorobek światowej myśli politycznej i stanowią znakomity podręcznik dla dyktatorów wszystkich czasów i państw. Przy czytaniu Protokołów... ogarnia nas dreszcz przerażenia, gdy pomyślimy, jak wiele z zawartych tam wizji przyszłych dziejów ludzkości doczekało się w XX wieku realizacji. Zdaniem Kunajewa zasługują one na postawienie w jednym rzędzie z pismami Makiawela, Nietzschego, Trockiego i - Pol Pota, to jest z dziełami piewców zniewolenia człowieka. Lenin studiował Protokoły... właśnie po to, aby poznać psychologię tego typu przywódców i myślicieli. Byłoby naiwnością sądzić - pisze dalej Kunajew - iż autorami Protokołów... mogli być urzędnicy patriarchalnej carskiej ochrany. Jeśliby zatrudniała ona podobnie przenikliwych wizjonerów, to rewolucja nie byłaby nigdy w stanie zagrozić samodzierżawiu. Ludzie ci, wykorzystując zawarte w nich instrukcje, z łatwością by się rozprawili z wrogami caratu.

 

Jak widać, Kunajew hołduje odrzuconej dziś przez większość badaczy tezie, iż w ochranie służyli wyłącznie biurokraci. Wręcz przeciwnie, była to jedna z najlepiej działających policji politycznych w całej ówczesnej Europie. Potrafiła w doskonały sposób penetrować również i środowiska intelektualne (vide niewyjaśniona po dziś dzień do końca sprawa współpracy z ochraną Stanisława Brzozowskiego). Liczne na to dowody przytaczał Jan Kucharzewski w swej siedmiotomowej serii książek poświęconych dziejom Rosji XIX wieku (Od białego do czerwonego caratu), których zapewne Kunajew nigdy nie miał w ręku. Rosyjska policja polityczna założyła między innymi w Szwajcarii pismo "Wolnoje Słowo" (1881-1882) nader ostro atakujące carat, nie tylko instytucję, ale i osobę samego władcy, Aleksandra III. Dawało ono ochranie możliwość penetracji środowisk emigracyjnych, prowadzących tam ożywioną działalność polityczną. Ich zaufanie pozyskiwała ta - prowadzona za pieniądze rosyjskiej policji - gazeta artykułami, w których czytano: "czy wiecie czem jest w obecnym czasie Rosja? To olbrzymich rozmiarów kloaka, w której kłębią się wszelkiej barwy i wielkości robaki.[...] Z jednej strony wielomilionowa rzesza ludu, zdławiona i przybita, przebywająca nieraz w stanie bydlęcym, a z drugiej - tak zwana inteligencja, zdemoralizowana do szpiku kości, masowo obrócona w szpiegów i złodziei...".

 

Trzeba jednak przyznać, iż w przypadku Protokołów... ochrana nie najlepiej się spisała. Jest to bowiem dokument tworzony w wyraźnym pośpiechu i w sumie dość niedbale. Nie zatarto dostatecznie śladów pierwowzoru, przepisując na przykład z Joly'ego starotestamentowy cytat w języku łacińskim (Per me reges regnant... V, 4), gdy tymczasem na syjonistycznym kongresie w Bazylei na pewno nie przytaczano Biblii po łacinie. Odbył się on w sierpniu 1897 roku, natomiast Protokoły... wspominają o prezydencie, w którego przeszłości "istnieje jakaś niewyjaśniona ciemna plama, jakaś >>Panama<<" (wykład X, paragraf zatytułowany "Panama"). Otóż jest to niewątpliwie aluzja do Emila Loubeta, prezydenta Francji, którego z racji uwikłania w tak zwaną "aferę panamską", ulica paryska powitała po kongresie w Bazylei okrzykami "Panama, Panama!". Miało to jednak miejsce 18 lutego 1899 roku, a więc w półtora roku po kongresie w Bazylei, na którym "mędrcy Syjonu" wygłaszali rzekomo swe wykłady. Musieliby oni być naprawdę wizjonerami, gdyby zdołali i to przewidzieć. Z kolei wzmianka o metrze wiąże się niewątpliwie z kampanią, jaką francuska prasa prawicowa wszczęła przeciwko Compagnie du Métropolitain (Towarzystwu Akcyjnemu Metra), sugerując, iż jest w nim za wielu akcjonariuszy żydowskiego pochodzenia. Léonowi Bourgeois miano za złe, obok wspomnianej już reformy oświaty, także wprowadzenie do rządu w okresie jego premierostwa (1895-1896) aż dziesięciu masonów.

 

Powyższe wzmianki pozwalają nie tylko na przypisanie Protokołom... francuskiej proweniencji, ale i na ustalenie z pewną dokładnością czasu ich powstania, skoro wszystkie te sprawy (wybór Loubeta, ataki na akcjonariuszy metra, reforma oświatowa podjęta przez Léona Bourgeois) przypadały na sam schyłek XIX stulecia. W związku z tym rodzi się mimo woli przypuszczenie, iż w pierwotnym zamyśle ich twórców (twórcy) Protokoły... miały zostać wydane jako uwspółcześniona wersja pamfletu na rządy III Republiki (podobnie jak utwór Joly'ego był zamaskowanym atakiem na system polityczny stworzony przez Napoleona III).

 

Niechlujstwo, z jakim sporządzono Protokoły..., jest tym bardziej zastanawiające, gdy się przypomni, że nie była to pierwsza próba podejścia rosyjskiej policji politycznej do tego tematu. Już w 1864 roku jej tajny agent, niejaki Jakub Brafman, notabene Żyd z pochodzenia, napisał książkę, w której starał się dowieść, iż na terenie całej Rosji działa tajna organizacja żydowska, ściśle powiązana z Alliance Israélite Universelle (Międzynarodowym Stowarzyszeniem Żydów, powstałym w 1860 roku), mającym siedzibę w Paryżu. Książka, bazująca na aktach kahału w Mińsku (stąd jej tytuł, Kniga pro kagale, 1869), ukazała się na koszt państwa i była dość często przedrukowywana. W 1874 roku została wydana we Lwowie po polsku i miała w tym języku aż cztery wydania (Żydzi i kahały). Pewną popularnością cieszyło się też następne dzieło Brafmana, poświęcone żydowskim organizacjom w Rosji, a sugerujące, iż wszystkie one są podporządkowane jednemu centralnemu ośrodkowi, pracującemu na szkodę chrześcijaństwa. W 1895 roku, działając na zlecenie generała Orżewskiego, wysokiego dygnitarza ochrany, jej placówka w Paryżu podjęła próbę sfabrykowania takiego falsyfikatu, sporządzając tekst zatytułowany Tajemnica żydostwa. Dotyczył złowieszczej, istniejącej ponoć od wieków konspiracji. W jego świetle Żydzi stanowili główny czynnik sprawczy dziejów ludzkości: im to miał zawdzięczać swą koronację Karol Wielki (800), z żydowskiej inicjatywy papieże przystąpili do organizowania krucjat. Ona też legła u genezy dwóch osiemnastowiecznych rewolucji: amerykańskiej i francuskiej. Żydzi wreszcie - zdaniem autorów memoriału - kierowali całym ruchem rewolucyjnym w Rosji, stanowiąc główne zagrożenie dla caratu.

 

Elaborat ten "odznaczał się jednak takim prymitywizmem, że otoczenie cara doszło do wniosku, iż nie można go pokazać Mikołajowi". Tajemnica żydostwa spoczęły więc w archiwum. Na okładce odpowiedniej teczki zachował się po dziś dzień surowy werdykt ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, Piotra Stołypina: "Tego rodzaju propaganda jest dla nas nie do przyjęcia". Twórcom falsyfikatu szło przede wszystkim o przekonanie młodego władcy; obawiano się bowiem, że nie potrafi on rządzić Rosją w równie despotyczny co jego ojciec sposób. Ultrakonserwatywne koła dworskie, znające dobrze mistyczne skłonności cara, postanowiły je wykorzystać, stawiając mu przed oczyma wizję "szatańskich sił", które pragną obalić jego panowanie. Znany był również antysemityzm Romanowów, co z kolei skłaniało do szerokiego eksponowania udziału Żydów w takim właśnie spisku. "Odpowiednio sklecone dowody miały przekonać Mikołaja o konieczności podjęcia najsurowszych kroków nie tylko przeciwko ruchowi rewolucyjnemu, lecz także przeciwko kołom liberalnym".

 

Niemal w całości Protokołów..., z pewną nawet monotonią, przewija się teza, iż ustrój demokratyczny, jaki aktualnie panuje w krajach Europy Zachodniej, doprowadza je do stanu anarchii politycznej i ruiny gospodarczej, co tym samym umożliwia spiskowi żydowsko-syjonistycznemu przejmowanie władzy nad światem. W tym celu wykorzystuje on takie instytucje, jak parlamenty swobodnie działające partie polityczne, wolność zrzeszania się, powszechne głosowanie i wreszcie prasę różnych odłamów. Wniosek był jasny: jeśli instytucje te pojawią się w Rosji, wówczas tron cara zostanie obalony. Należy przeto za wszelką cenę nie dopuścić do jakichkolwiek poważnych reform ustrojowych. Wszystkie te argumenty musiały trafiać do przekonania Mikołaja II, który czytając Protokoły... w burzliwym roku 1905 zaopatrywał ich marginesy uwagami w rodzaju: "Autentyczność nie budzi żadnych wątpliwości", "Jaka głębia myśli", "Cóż za precyzja w realizacji programu", "Wszędzie widać kierowniczą i burzącą rękę żydostwa".

 

Autor przedmowy do edycji Protokołów... z 1938 roku, Bolesław Rudzki, przyznaje, że nie są one wolne od luk i błędów, mianowicie tam, gdzie idzie o sprawy wojskowości, w których talmudyści i rabini słabo się orientowali (chodzi tu o plany wysadzenia stolic przy wykorzystaniu tuneli metra). "Żaden bowiem umysł nieżydowski czegoś podobnego, tak bezgranicznie naiwnego, by nie powiedział". Natomiast autorzy Protokołów... okazują się genialni i wszechstronni, gdy idzie o wszystkie inne sprawy, poczynając od kwestii oświaty, a kończąc na psychologii tłumów. Widoczne to jest zwłaszcza w programie finansowym, odtworzonym z precyzją, "mądrością i trafnością genialnego bankiera i to bankiera wychowanego na Talmudzie przynajmniej od stu pokoleń".

 

Całkowicie odmienne zdanie o tym programie wyraża Pierre Charles, twierdząc, iż "naiwność polityki monetarnej Protokołów... jest tak wielka, że ona sama dowieść by mogła niekompetencji i głębokiej ignorancji tych, co je zredagowali". Nie tylko minister czy bankier, ale i każdy znający podstawy ekonomii uzna ich plany "za niezborny i głupi bełkot". Mieszają oni emisję pieniądza z jego dystrybucją (każdemu miano dawać pewną sumę przy urodzeniu i odbierać jego rodzime przy zgonie). Aby kasa państwowa była stale pełna, pieniądze obywateli winny stale krążyć. W tym celu nie trzeba jednak stosować jakichś podwyższonych podatków, wystarczy zmusić ich do nabywania bonów skarbowych (oprocentowanych na 1 procent). Autorzy Protokołów... nie piszą jednak, skąd ich gospodarka finansowa, oparta tylko na bardzo umiarkowanych podatkach, będzie mogła czerpać środki materialne, a nawet stać ją będzie na rzucenie "w jednym dniu papierów za 500 milionów lub nabycia ich za taką sumę" (XXI, 6). Twórca Protokołów... musiał mieć bardzo słabe pojęcie o tych wszystkich sprawach i na pewno nie był z wykształcenia finansistą. W jakich kręgach należałoby go w takim razie szukać?

 

Przypuszczalny autor (autorzy?)

 

Niemal każdy z wydawców Protokołów mędrców Syjonu na poparcie tezy o ich autentyczności podawał, że zostały one bądź to wykradzione bezpośrednio od uczestników I Kongresu Syjonistycznego w Bazylei, bądź też z mitycznej centralnej kancelarii syjonistów w Paryżu. Sposoby, jakimi miano tego dokonać, są godne najbardziej sensacyjnych powieści: jedni pisali, iż policja rosyjska zdołała na kilka godzin wykraść Protokoły... kurierowi, który przewoził je do loży masońskiej we Frankfurcie nad Menem, ktoś inny twierdził, że sprawcą kradzieży była żona człowieka należącego do kierownictwa francuskiego wolnomularstwa, a jej miejscem była jedna z alzackich restauracji. Jeszcze inni przypisywali to któremuś z francuskich delegatów na kongres bazylejski, choć żaden taki delegat na nim nie występował.

 

Z kolei polscy wydawcy Protokołów... utrzymywali, że miano je znaleźć w wiedeńskim mieszkaniu Teodora Herzla, który zostawił je w szafie (przez zapomnienie?). Herzl (1860-1904) był głównym twórcą programu ruchu syjonistycznego, który stawiał sobie za cel odbudowę państwa żydowskiego w Palestynie. Tam też mieli osiedlić się wszyscy Żydzi przebywający dotąd w rozproszeniu. Program ten został przyjęty na wspomnianym już I Kongresie Syjonistycznym zwołanym w Bazylei z inicjatywy Herzla.

 

Również jeśli idzie o domniemanych autorów Protokołów..., brak było w tym punkcie zgodności. Zdaniem jednych mędrcy Syjonu byli identyczni z przywódcami ruchu syjonistycznego, a paryska centralna kancelaria stanowiła organ światowego związku Żydów. Inni natomiast uważali mędrców za osobno i w największej tajemnicy działający superrząd. Obok zwolenników tezy, iż mamy tu do czynienia z dziełem kolektywnym, występowali publicyści przypisujący powstanie Protokołów... jednemu autorowi. Wymieniano tu osobę Aschera Ginzberga, który pisywał pod pseudonimem Achad Ha-am (co po hebrajsku znaczy: jeden z ludu). Zdaniem rosyjsko-amerykańskiej publicystki, pani Lesley Fry (używającej także mężowskiego nazwiska Szyszmarew), Ginzberg miał napisać Protokoły... po hebrajsku, a następnie zaprezentować je (w 1890 roku) na tajnym zgromadzeniu Żydów w Odessie. Ich światowa organizacja (Alliance Israélite Universelle) przełożyła je na francuski i przesłała na kongres syjonistyczny do Bazylei, gdzie Protokoły... zostały z kolei przetłumaczone na niemiecki. W autorstwo Ginzberga uwierzył nawet poważny historyk, jakim był Feliks Koneczny (1862-1949), co prawda był on zagorzałym antysemitą, dopatrującym się wszędzie spiskowej działalności Żydów. Achad Ha-am cieszył się istotnie dużym autorytetem w środowiskach żydowskiej inteligencji, ale na tematy polityczne raczej się nie wypowiadał. I gdybyśmy nawet uznali Protokoły... za autentyczne, to i tak przypisywanie ich autorstwa Ginzbergowi należy uznać za pozbawione jakichkolwiek podstaw. Po odkryciu francuskiego pierwowzoru Protokołów... trudno jednak podejmować poważną dyskusję na ten temat. Na stanowisku tym stanęły sądy już przed przeszło pół wiekiem.

 

W lecie 1934 roku rabin Abraham Levy (z Południowej Afryki) wniósł do sądu w Grahamstown skargę przeciwko trzem członkom parafaszystowskiej organizacji szarych koszul, którzy w jej organie noszącym tytuł "Die Waarheid" ("Prawda"!) ogłosili obszerne fragmenty Protokołów... Do dawnego tekstu dodali oni rzekomy tajny list rabinów, zapowiadający rychły upadek III Rzeszy. Na jej gruzach powstanie komunistyczne, światowe imperium Żydów, któremu wszyscy się będą musieli podporządkować. Wykradziony z żydowskiej synagogi (rabinem jej był właśnie Levy) miał świadczyć o istnieniu światowego spisku Żydów. Sąd uznał zarówno sam list, jak i Protokoły... za falsyfikat, który oskarżeni rozpowszechniali w złej woli. Główny z winowajców został skazany na karę sześciu lat więzienia, pozostali na grzywnę.

 

Autentycznością Protokołów... zajęły się również w 1935 roku sądy w Zurychu i Bernie. Pozywającym było Zrzeszenie Wspólnot Żydowskich Szwajcarii i Wspólnota Izraelicka z Berna, pozwanymi tamtejsi zwolennicy faszyzmu: Theodor Fischer i Silvio Schnell. Choć Goebbelsowskie Ministerstwo Propagandy wydało na ten proces (jak ustalono po II wojnie światowej) aż 30 tysięcy marek, to jednak oskarżonym nie udało się przedstawić ani wiarygodnych świadków, ani też przekonujących dowodów. Lepiej już powiodła się im apelacja do Sądu Najwyższego kantonu w Bernie, który nie podważając orzeczenia poprzedniej instancji w kwestii nieautentyczności Protokołów..., stwierdził jedynie, iż mylnie je ona określiła mianem "Schundliteratur". Pod terminem tym należy bowiem rozumieć jedynie dzieła pornograficzne, do których Protokoły..., choć sfabrykowane w złej woli i szerzące nienawiść do Żydów, mimo wszystko nie należą. "Aby jednak w granicach własnych uprawnień wyrazić potępienie sąd, uniewinniwszy oskarżonych, obarczył ich wszystkimi kosztami procesu".

 

Jak już wspomniałem, poważna literatura przedmiotu, uważająca Protokoły... za falsyfikat, stara się odnaleźć ich autorów w kręgach antysemickich, związanych instytucjonalnie z rosyjską policją polityczną. Jeden z obrońców autentyczności tego dokumentu (Dymitr Wasiliew) wezwał swych oponentów, aby - jeśli uważają go za falsyfikat - pokazali oryginał Protokołów... Otóż doświadczenie historyczne wszystkich epok uczy, że po sporządzeniu falsyfikatu rzekomy "oryginał" bywa niszczony. Później zaś podaje się, że zaginął, przeważnie w jakichś dramatycznych okolicznościach. W ten sposób uniemożliwia się z góry sceptykom jakąkolwiek krytykę źródła. James Macpherson (1736-1796) twórca słynnych Pieśni Osjana, rzekomych zabytków dawnej poezji celtyckiej, do końca życia wzbraniał się przed publikacją ich oryginału (Works of Ossian ukazały się w języku angielskim). Kiedy wreszcie jeden z jego uczniów ustąpił pod naciskiem opinii publicznej i ogłosił ich fragmenty (1807), uczeni utwierdzili się w przekonaniu, iż mają do czynienia z falsyfikatem, a sam Macpherson był "fałszerzem o miedzianym czole". Natomiast "autentyki" zginęły bez śladu niezwłocznie po wydrukowaniu. W trakcie pożaru Moskwy (1812) jakoby w podobny sposób przepadł oryginał Słowa o pułku Igora, znajdujący się rzekomo w zbiorach hrabiego Aleksieja Iwanowicza Musin-Puszkina. Nie miał więc racji Wasiliew: to właśnie zwolennicy tezy o autentyczności Protokołów..., a nie jej przeciwnicy, musieliby przedstawić oryginał.

 

Wszystko wskazuje na to, iż rękopiśmienną wersję Protokołów... przezornie zniszczono. W publikacjach, jakie ukazały się już po rewolucji na emigracji, czytamy, że rosyjski rękopis Protokołów... miała w 1897 roku, przywieźć z Paryża pewna dama. Cohn, autor gruntownej książki na ich temat, nie odrzuca takiej możliwości. Wątpi jednak, by Kruszewan, który w 1903 roku ogłosił ich skrócony tekst na łamach czasopisma "Russkoje Znamia" (późniejszego organu Czarnosecińców), mógł być autorem tekstu tak często odwołującego się do francuskich realiów. To samo można powiedzieć o oficerze carskiej armii, G. W. Butmim, bliskim współpracowniku Kruszewana, w pełni podzielającym jego nienawiść do Żydów i również pochodzącym z Besarabii. Butmi ogłosił Protokoły... w osobnej broszurce, która ukazała się w grudniu 1905 roku w zrewolucjonizowanym Petersburgu. Butmi i Kruszewan uczestniczyli w powołaniu do życia jesienią tegoż roku ultraprawicowej organizacji Związek Narodu Rosyjskiego, znanej pod nazwą Czarnej Sotni. Specjalizowała się ona w zabójstwach socjalistów i liberałów, jak również w organizowaniu pogromów antyżydowskich. Na organizacji Czarnej Sotni wzorowali się później włoscy faszyści. W tym samym mniej więcej czasie co Butmi również i znany mistyk rosyjski, Siergiej Nilus, wydał Protokoły... jako aneks do trzeciego wydania swej książki Wielikoje w małom. Książka ta była adresowana niejako do Mikołaja II, którego mistyczne skłonności powszechnie znano. Kiedy Nilusa starano się przekonać, iż Protokoły... to falsyfikat, ten najspokojniej odpowiedział, iż nie ma to większego znaczenia, albowiem Bóg potrafi zamienić nawet psie kości "w cudowne relikwie". Może więc kłamliwym ustom nakazać głoszenie prawdy. Notabene reprinty dzieła Nilusa ukazują się obecnie w Rosji. Znajdujemy w nich między innymi dokładny opis zawartości Protokołów... oraz gorącą obronę ich autentyczności, przedrukowaną z jego Wielikoje w małom.

 

Norman Cohn przypuszczał, iż Protokoły... zostały sporządzone u schyłku XIX wieku (gdzieś między rokiem 1894 a 1899) we Francji, na co wskazują liczne odniesienia do tamtejszych realiów. Ich autorem był przebywający w Paryżu Rosjanin, sympatyzujący z poglądami skrajnej prawicy obu tych krajów. W paryskiej Bibliotheque Nationale zachował się egzemplarz pamfletu Joly'ego (sygn. L. 566, 1469); poczynione w nim uwagi i zakreślenia wskazują, iż z niego właśnie korzystał anonimowy twórca Protokołów...

 

Ostatnio jednak sprawa się wyjaśniła dzięki temu, iż ocalało archiwum prywatne Henryka Binta, który przez 37 lat był agentem placówki ochrany w Paryżu. W 1917 roku Bint przyjmował tam Siergieja Swatikowa, któremu rząd tymczasowy Kiereńskiego zlecił reorganizację zagranicznych służb ochrany. W 1925 roku Swatikow kupił to archiwum od Binta a kiedy pozostał na emigracji, przekazał je do Pragi czeskiej, gdzie znalazły się w prywatnych zasobach "Archiwów rosyjskich za granicą". W 1946 roku zbiory przejął rząd radziecki i wywiózł do Leningradu. Archiwum pozostało utajnione aż do 1992 roku, kiedy to na fali pierestrojki zaczęto udostępniać jego zasoby zainteresowanym badaczom. Wśród nich znalazł się Michaił Lepiechin, historyk zajmujący się dziejami Rosji schyłku XIX i początków XX wieku, pracownik biblioteki Rosyjskiej Akademii. Jemu to zawdzięczamy sensacyjne informacje na temat okoliczności powstania Protokołów mędrców Syjonu, ogłoszone w grudniu 1999 roku na łamach paryskiego tygodnika "L'Express".

Mathieu Gołowinski

Już w 1917 roku Bint poinformował Swatikowa, iż autorem Protokołów... był Mathieu Gołowinski (1865-1920), pochodzący z zubożałej rodziny arystokratycznej, notabene czynnie angażującej się w działalność antycarską. Stryjeczny dziad Gołowinskiego został zesłany na dwadzieścia lat na Syberię za udział w spisku dekabrystów, a jego ojciec, Bazyli, należał do kółka rewolucyjnego, które w 1848 roku założył Michał Butaszewicz-Pietraszewski. Po jego wykryciu w grudniu następnego roku, aż 21 "pietraszewców" skazano na karę śmierci, zamienioną dopiero na miejscu egzekucji na karę katorgi. Wśród skazanych znalazł się między innymi Fiodor Dostojewski oraz Bazyli Gołowinski. Obaj po odbyciu kary zostali wcieleni do wojska. Bazyli umarł w 1875 roku, pozostawiając dziesięcioletniego syna pod opieką matki i guwernantki, która nauczyła go płynnie mówić i pisać po francusku.

Wbrew tradycjom rodzinnym (a może nauczony smutnym doświadczeniem ojca?) "sprytny i pozbawiony większych skrupułów" Gołowinski nawiązuje, jeszcze jako student, kontakt z hrabią Ilarionem Woroncowem-Daszkowem, jednym z głównych założycieli (w 1881 roku) tak zwanej Świętej Drużyny. Była to organizacja stawiająca sobie za cel zwalczanie wszelkimi sposobami ruchu rewolucyjnego. Obok kontrterroru do celu tego służyło także produkowanie różnego rodzaju falsyfikatów oraz publikacja pseudorewolucyjnych gazet, mających skompromitować opozycję. W latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia Gołowinski staje się jednym z najbliższych współpracowników słynnego Konstantina Pobiedonscowa, prokuratora generalnego Świętego Synodu, sprawującego nadzór nad Cerkwią prawosławną oraz jednego z doradców cara Aleksandra III. Pobiedonscow był przekonany o wszechobecności Żydów w aparacie państwowym, których wpływy należy za wszelką cenę zwalczać. Za jego pośrednictwem Gołowinski dostaje się do departamentu prasowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, którego szefem był Michaił Sołowiow, słynący z fanatycznego antysemityzmu. Departament trudnił się politycznym nadzorem nad prasą.

Kiedy jednak Sołowiow zmarł, a Pobiedonscow nie miał już wpływów na nowego cara, Mikołaja II, dalsza kariera Gołowinskiego uległa załamaniu; Maksym Górki publicznie nazwał go "szpiclem". Przyszły autor Protokołów... przenosi się do Paryża, gdzie zatrudnia go Piotr Iwanowicz Raczkowski, zwierzchnik zagranicznych placówek ochrany. Był to mistrz intrygi politycznej, znajdujący upodobanie w fałszowaniu dokumentów. Publikował pod różnymi pseudonimami broszury i listy otwarte, mające skłócić ze sobą środowiska emigracji rosyjskiej. W 1892 roku Raczkowski ogłosił w Paryżu (oczywiście również nie pod własnym nazwiskiem) książkę Anarchie et Nihilisme, zawierającą tezę, którą później odnajdujemy w Protokołach..., a mianowicie, że od czasów rewolucji francuskiej Żydzi opanowali znaczną część Europy, a na drodze do zawładnięcia światem stoi im tylko "twierdza moskiewska" (państwo rosyjskie).

Rozliczne intrygi Raczkowskiego doprowadziły w 1902 roku do odwołania go z Paryża, gdzie przebywał przez osiemnaście lat, odnosząc liczne sukcesy w swej policyjnej służbie. Wyrazem uznania dla nich było powołanie go w okresie rewolucji 1905 roku na wicedyrektora departamentu policji. Dzięki temu Raczkowski mógł brać udział w wielu intrygach dworskich, skierowanych przeciwko osobie ówczesnego premiera Siergieja Wittego, którego polityka gospodarcza budziła sprzeciwy wpływowych kół rosyjskiej konserwy. Opowiadał się on za przyspieszeniem rozwoju ekonomicznego Rosji między innymi dzięki obcym kapitalistom, którym stwarzał różnorakie ulgi podatkowe. Otóż nie jest wykluczone, iż Raczkowski chciał tej wpływowej konserwie poprzez Protokoły... zasugerować, iż Witte dlatego prowadzi kraj do ruiny, ponieważ stara się wypełnić instrukcje mędrców Syjonu. Głównym odbiorcą Protokołów... miał być wszakże Mikołaj II, którego miały one przekonać "o żydowsko-masońskim spisku, jaki kryje się za nurtem liberalnym i reformatorskim [...]. Trzeba więc spreparować ostateczny dowód na to, że przemysłowe i finansowe unowocześnienie Rosji jest przejawem żydowskiego planu zapanowania nad światem" - pisze Lepiechin. Na polecenie Raczkowskiego Gołowinski pod koniec 1900 roku lub w początkach roku następnego pisze Protokoły... Wybiegając nieco naprzód, trzeba powiedzieć, iż po pewnym czasie wrócił on do Rosji, pracował tam dla Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie dosłużył się nawet generalskiej rangi. W 1914 roku, już po wybuchu wojny wydał zaś Czarną księgę niemieckich okrucieństw. Musiała go cechować duża odwaga i bezczelność, skoro po wybuchu rewolucji październikowej Gołowinski nie opuścił Rosji. Wręcz przeciwnie: zaczął w niej robić błyskawiczną karierę. Śmierć, która nastąpiła w 1920 roku, zastała Gołowinskiego w Komisariacie Ludowym do spraw Zdrowia oraz w kolegium wojskowo-sanitarnym (nie mając odpowiednich studiów, podawał się za doktora medycyny). Zdążył jeszcze założyć (w 1918 roku) Instytut Kultury Fizycznej, "przyszłą kuźnię radzieckich mistrzów sportu", i stanąć na jej czele. Wróćmy jeszcze do samych Protokołów... Związek między wzrostem antysemityzmu, jaki miał miejsce we Francji schyłku XIX stulecia (sprawa Dreyfusa i teoria spisku żydowskiego), a ich sfabrykowaniem wydaje się niewątpliwy. Nie bez wpływu pozostawał sojusz francusko-rosyjski z 1891 roku oraz podpisana w następnym roku konwencja wojskowa, która weszła w życie na przełomie lat 1893 i 1894. W tym czasie musiała istnieć ścisła współpraca między zagranicznymi agenturami ochrany a policją francuską. Właśnie ta ostatnia zwróciła być może uwagę Raczkowskiego, który stał na czele tych agentur, na istnienie pamfletu Joly'ego. Nie jest wykluczone, że urzędnicy francuskiej policji czynnie współdziałali w jego przeróbce na utwór antyżydowski. Liczne aluzje oraz odesłania do stosunków wewnątrzfrancuskich wskazują, że pamflet ten w pierwotnej wersji mógł zostać pisany z myślą o publikacji w samej Francji.

Współautorstwo Gołowinskiego nie ulegało wątpliwości dla naszej rodaczki, księżnej Katarzyny z Rzewuskich Radziwiłłowej (1858-1941). Była to popularna swego czasu osoba, znana z wydawanych pod różnymi pseudonimami książek opisujących, już to w formie zbeletryzowanej, już to pamiętnikarskiej, życie wyższych sfer. Z tej to racji Radziwiłłowa trafiła do Polskiego Słownika Biograficznego, który określa ją słowami: "pamiętnikarka, powieściopisarka, publicystka". Księżna dała własną wersję genezy Protokołów... - ogłoszoną najpierw w prasie żydowskiej wychodzącej w USA ("American Hebrew" z 25 lutego 1921 roku), a następnie we francuskiej ("La Revue Mondial" nr 6 z 15 marca 1921 roku). Jej relacje raczej zmąciły aniżeli wyjaśniły całą sprawę. Zdaniem Radziwiłłowej Protokoły... były napisane po wojnie rosyjsko-japońskiej, już w okresie rewolucji 1905 roku. Tymczasem wiemy, dzięki relacjom Michaiła Lepiechina, iż powstały pomiędzy 1900 a 1901 rokiem. Niewykluczone jednak, iż Gołowinski naprawdę prezentował gościom księżnej w jej paryskim salonie manuskrypt tego falsyfikatu. Miał on być sporządzony rozmaitymi charakterami pisma, co - nie ukrywający swej współpracy z ochraną literat - tłumaczył tym, że pisał je razem ze wspomnianym już Raczkowskim oraz z niejakim Iwanem Manasiewiczem.

Tezę, że Protokoły... powstały w wyniku ścisłej współpracy dwóch policji: carskiej i francuskiej, zakwestionował ostatnio Pierre Barrucand, francuski badacz, związany z CNRS (maitre de recherche honoraire}. Barrucand stara się dowieść, iż właściwymi twórcami tego falsyfikatu była grupa księży katolickich, zbliżona do Watykanu oraz zakonu jezuitów, od dawna zajmująca się propagandą antysemicką. Mieli się oni posłużyć jako pośrednikiem Justiną Dmitrijewną Glinką (1844-1918), damą carskiego dworu i córką rosyjskiego dyplomaty, której już zresztą poprzedni badacze (w tym i N. Cohn) przypisywali przewiezienie z Paryża do Rosji manuskryptu Protokołów...

Zdaniem Barrucanda, pani Glinka nie była autorką pamfletu, ale otrzymała go od wspomnianej już grupy księży katolickiej działających za pontyfikatu Piusa IX i Leona XIII. Oni też, a nie Raczkowski, mogli być właściwymi twórcami Protokołów..., w których zarzut rozlewu krwi chrześcijańskiej został zastąpiony oskarżeniem, iż Żydzi (mędrcy Syjonu) pragną zawładnąć światem.

Polemizując ze zwolennikami tezy o policyjnej inspiracji Protokołów..., Barrucand pisze, że skoro Raczkowski był protegowanym ministra Wittego, to jak wytłumaczyć fakt, że sfabrykował falsyfikat, który był następnie wykorzystywany do walki z jego protektorem, uważanym do tego za jednego z "mędrców Syjonu", podobnie zresztą jak przywódca kadetów Paweł Milukow? Dlaczego, zapytuje dalej Barrucand, publikację i rozpowszechnianie Protokołów... powierzono maniakalnemu mistykowi Nilusowi, a ich pierwszej edycji dokonał Suchotin na własny koszt i w sposób niemalże konspiracyjny, do jakiego przecież ochrana nie musiałaby się uciekać? Streszczam wywody Barrucanda nie dlatego, abym został nimi zbytnio przekonany. O poprzedzających Protokoły... dziełach, które on wymienia, pisano już wielokrotnie i nikt nie negował faktu, iż idea spisku żydowskiego występuje w publicystyce politycznej co najmniej od czasów rewolucji francuskiej (czyli na długo przedtem, zanim zaczęła działać owa "grupa propagandy antysemickiej" przy Watykanie). Nie jest też zupełnie jasne, dlaczego publikowanie dzieł na temat mordów rytualnych ma stanowić dowód, że ich inspiratorzy (i autorzy) przerzucili się następnie na kolportaż Protokołów..., w których notabene o mordach rytualnych brak najmniejszej nawet wzmianki. Wreszcie Barrucand opiera swą wysoce kontrowersyjną hipotezę wyłącznie na przypuszczeniach oraz poszlakach, podczas gdy za udziałem ochrany w powstaniu tego falsyfikatu przemawia wiele bezpośrednich świadectw.

Za tezą o współpracy ochrany przy sporządzaniu Protokołów... wypowiedział się również Władimir Burcew (1862-1942), rosyjski rewolucjonista i dziennikarz. Po dojściu do władzy bolszewików udał się on na emigrację, gdzie ogłosił książkę demaskującą Protokoły... jako oczywisty falsyfikat (Protokoły syjońskich mudrecow - dokazannyj podłog, Paryż, 1938). Jej reprint wydano przed paroma laty w Rosji.

Burcew twierdził, iż także generał K. I. Głobaczow, były naczelnik petersburskiego oddziału ochrany, wymieniał Gołowinskiego jako autora Protokołów..., które miał sporządzić na polecenie swego szefa, Raczkowskiego. Warto dodać, że Burcew specjalizował się niejako, jeszcze przed wybuchem obu rewolucji - lutowej i październikowej, w demaskowaniu agentów ochrany (on to między innymi wykazał, iż głęboko zaangażowany w ruchu podziemnym Azef jest w rzeczywistości prowokatorem, pozostającym na usługach tej instytucji). Również i na wspomnianym już procesie w Bernie występujący tam w charakterze świadka oskarżenia Burcew mówił o współudziale Raczkowskiego w sporządzeniu tego falsyfikatu. Najprawdopodobniej był on dziełem spółki autorskiej, w której Gołowinski grał pierwsze skrzypce.

Przed przeszło rokiem Walerij Kadżaja ogłosił na łamach pisma "Nowoje Wremia" (z 15 kwietnia 2002 roku) informację o wydanej w 2001 roku w Kijowie książce profesora Wadima Skuratowskiego pod tytułem Problem autorstwa "Protokołów mędrców Syjonu". Również i on opowiada się za autorstwem Gołowinskiego, który był zaprzyjaźniony z synem autora pamfletu przeciwko Napoleonowi III, Charles'em Jolym. Skuratowski słusznie przypuszcza, iż on to właśnie mógł skłonić Gołowinskiego do wykorzystania tego pamfletu przy pisaniu Protokołów... .

W sumie nie ulega dziś wątpliwości, iż Protokoły..., wznawiane później w wielu językach i w różnych krajach, powstały z bezpośredniej inspiracji carskiej ochrany.

 






*** JANUSZ TAZBIR - PROTOKOŁY MĘDRCÓW SYJONU - Autentyk czy falsyfikat, cz. 2








ŻYDZI A SPRAWA POLSKA