GOŁĘBIE UCIEKAŁY, PSY SIĘ NA MNIE RZUCAŁY... - cz. 1

 

 

Zbigniew SAJNÓG zwany ostatnio AMBASADOREM: - Pod Domami Centrum żebrała narkomanka chora na Aids, przynajmniej taki napis trzymała, i kiedyś od nas ktoś podszedł do niej i powiedział: Słuchaj, możemy ci pomóc, możemy ci zabrać tę chorobę, chcesz - pojedź z nami, można cię uratować. A ona odpowiedziała, że nie, bo tu jest jej dobrze, a poza tym mama by jej nie pozwoliła pojechać - miała siedemnaście lat... Każdy dostaje szansę, każdy. Ale nie decydują się. Ten świat mocne złudzenie stwarza, takie wciąganie, złudne poczucie bezpieczeństwa daje.

Ludziom najbardziej potrzeba poczucia bezpieczeństwa. Wydaje im się, że jeżeli wyszliby z tego świata, jeżeliby odrzucili medycynę, stracili poczucie bezpieczeństwa na starość tak zwane, związane z emeryturą, ze świadczeniami emerytalnymi (śmiech), to tracą grunt pod nogami. A to jest podstawa wiary; jest powiedziane, że trzeba zostawić wszystko i wszystkich dla Chrystusa i że dowodem na prawdziwość wiary jest posiadanie darów Ducha Świętego. Czyli dopiero, ci którzy posiadają dary Ducha Świętego, oni wierzą prawdziwie w Boga. Tych darów nie można inaczej dostać jak wychodząc z tego świata. Dlatego taka konsekwencja jest w naszym postępowaniu, no w tym, czego Niebo nas nauczył. Wiem, że budzi to wiele nieporozumień, to zresztą w brulionie było napisane... o tym "patriarchalnym systemie naszego życia", o tym, że Niebo jest takim prymitywnym władcą, autokratą itd. (śmiech). Trzeba iść do końca, on nam pokazał tę odwagę pójścia do końca, sam poszedł. I to, co ja czuję do Niebo, to jest... ja wiem, że on mnie uratował po prostu i to jest szacunek, który mam dla niego, a nie jest to jakiś akt mojego ubezwłasnowolnienia czy poddaństwa, bo ja po prostu poszedłem w to, co chciałem pójść. Szukałem Boga, chciałem pójść w tym do końca i on, Niebo siedzący tutaj, pokazał mi w jaki sposób to należy zrobić i wyprowadził mnie z kanału, w który się wpakowałem. No i mam możliwość, jak wszyscy mieszkający w tym domu, pomagania innym, czyli zabierania chorób, wyciągania z różnych kanałów.

Robert TEKIELI: - W tym artykule Antoniego z ostatniego brulionu jest taka sugestia, że w tej chwili już nie leczycie bezinteresownie... że kiedyś leczyłeś za pieniądze...

Bogdan KACMAJOR zwany NIEBO: - Zawsze tak było i jest tak nadal.

 

Tekieli : - ...a w tej chwili, że bez akcesu, bez...

Kacmajor : - To bzdura.

Tekieli : - To znaczy nie zmieniło się. Ja ci może przeczytam?

Kacmajor : - Wiem, wiem. To nieprawda. Oni jeżdżą, ja jeżdżę i leczymy znowu tu i tam, w całej Polsce, bo przez parę lat w ogóle nie leczyłem i oni też nie leczyli. Oni musieli najpierw przeczytać Prawo, żebym ja dla nich nie był autorytetem, rozumiesz, by tylko Prawo było autorytetem, żebyśmy się dogadali w tym Prawie razem, nie żebym ja był ich nauczycielem, tylko żeby to Prawo było ich nauczycielem, rozumiesz. Ja sam przez osiem lat nakładając ręce ludziom, czytałem. Prawo i poznawałem, rozumiesz, i kiedy uznałem, że wiem o Bogu tyle, że mogę się z nimi podzielić, dopiero wtedy zacząłem to robić. Ale leczyłem sam przez osiem lat. To jest nieprawda, że nakładając ręce komuś i zabierając mu chorobę, ja go skłaniam do przyjazdu do nas, rozumiesz, tego nigdy nie było ani ze Zbigniewem-eks, teraz Ambasadorem nie było, ani z nim, ani z nikim tak nie było. Bo tam mieszkają ludzie, którzy mają po sześćdziesiąt lat i na parę miesięcy przed emeryturą pozostawiali to wszystko, co mieli i przyjechali. Ja ich nie zmuszałem, nie zmuszałem sześćdziesięcioletniej kobiety do tego, żeby ona do mnie przyjechała na stałe, ona sama podjęła tę decyzję, ja jej mogłem to zaproponować, wiesz o czym mówię, ale czym ja ją mogę zmusić, czym ja mogę zmusić Ambasadora czy Kalinę Petrusa do tego, żeby on u mnie był. W jaki sposób?

Tekieli : - Powiedz mi, powiedz mi...

Kacmajor : - A po co?

Tekieli : - W tamtym tekście jest jedna opinia, ty wygłosiłeś swoją, ona będzie w druku i chodzi o to, żeby to wszystko było...

Kacmajor : - I to jest bez sensu.

DYDAKTYKA

Tekieli : - Uhm. Powiedz mi taką rzecz. Mówisz o leczeniu przez nakładanie rąk... jaki jest mechanizm? Skoro choroby są efektem grzechów ludzi? To ty ingerujesz w jakiś mechanizm duszy, który jest ustanowiony. Jakie masz prawo do tego, żeby...

Kacmajor : - Jeżeli mam Ducha, to mam prawo rozmawiać z tymi ludźmi o ich grzechach, ale nie ma ingerencji...

Tekieli : - Zabierasz im chorobę, oni przestają chorować...

Kacmajor : - Ale ja rozmawiam też o przyczynie tej choroby. To nie jest tak, że ja zabieram im chorobę i koniec, my rozmawiamy z tymi ludźmi o przyczynach chorób, że to masz za to, to masz za to, twoje dziecko choruje dlatego, że..., rozumiesz. Jeżeli oni chcą się zmienić, to proszę bardzo, jeżeli oni uznają, że to co mówię jest prawdą i przyjmą to, i będą chcieli odejść od tego, co czynią, co jest złe, no to - to zostaną wyleczeni. Jeżeli nie, to nie zostaną wyleczeni, rozumiesz. Ja nakładając ręce człowiekowi czuję jego choroby w swoim organizmie, rozumiesz, i wiem, dlaczego ten człowiek choruje, ale...

Tekieli : - Wiesz czy przypuszczasz?

Kacmajor : - Wiem, mhm, taki jestem, wiem. Nie robiłbym tego, gdybym przypuszczał. Oni, pomimo poważnych represji - bo mężczyźni wszyscy prawie siedzieli - nie opuścili tego domu, choć różne rzeczy się tu działy: były napady, rzucanie butelkami z benzyną na dach, by ten dom spłonął. Nikt nie opuścił domu również wtedy, gdy mnie nie było przez dziesięć miesięcy- siedziałem wtedy w areszcie, rozumiesz. Oni myśleli, że jak guru sprzątną, wiesz, na jakiś czas - tak mnie nazywają - ja nie jestem żadnym guru, jeden jest nauczyciel: Chrystus i szlus - to oni myśleli, że to wszystko się rozpiździ, rozleci. Że jak powyciągają z domu kobiety, mężczyzn i zawiozą z powrotem do domów, to nikt nie wróci do nas, a okazało się, że ci, których porwano, wrócili wszyscy. Mnie nie było w tym czasie w domu, więc zarzut o ubezwłasnowolnianiu ludzi jest bezpodstawny.

Tekieli : - Wróćmy teraz do tego, co mówisz o leczeniu, bo to jest, popraw mnie, bo to jest ingerencja. Ingerencja, którą ty tłumaczysz taką dydaktyką na najwyższym poziomie, dotyczącą życia wiecznego i potępienia, i jak rozumiem, mechanizm leczenia funkcjonuje na tej zasadzie, że ty zabierasz tę chorobę na siebie czy na...

Kacmajor : - Na siebie.

Tekieli : - Tak. A uzdrawiani wiedzą, jakie były jej przyczyny, i teraz mogą się zmienić, bądź mogą się nie zmienić, ale nie ma warunku takiego, że przystępują do was... Czyli mogą być dalej letni. Nie gorący, nie zimni, a letni.

Kacmajor : - Nie.

Tekieli : - Nie ma takiego warunku, że muszą przystąpić do was.

Kacmajor : - Nie ma żadnego warunku.

Tekieli : - Więc propedeutyka polega na tym, że ty im po prostu tłumaczysz, co jest konsekwencją czego.

Kacmajor : - Co jest dobre. Ich sprawą jest układać sobie życie dalej. Nie można człowiekowi wyjaśnić Boga w ciągu jednego spotkania, w ciągu jednej rozmowy, bo na wszystko potrzeba dużo czasu. Jeżeli oni musieli odrzucać siebie jakichś tam z kiedyś, przez ileś lat, to nie wystarczy jedna rozmowa. Do nas przyjeżdża człowiek, który ma około sześćdziesięciu lat, mieszka na wsi. Został wyleczony i on u nas nie mieszka, rozumiesz, on mieszka ze swoją żoną we wsi, gdzieś tam, ileś kilometrów od nas, rozumiesz, choć chce mieszkać u nas, ale nie mieszka, on tam na zewnątrz musi sobie dać radę z tym wszystkim, co się na niego zwala, żeby nie wyszło na to, że oni sobie przychodzili, zostawali, a ja przyjmowałem wszystkich, którzy przychodzili, tak nie było. Niektórym mówiłem nie. Przyjeżdżali tacy ludzie, którym po prostu mówiłem nie. Nie chciałem, ich z różnych względów.

ZABIERANIE CHORÓB

Tekieli : - Jakie są dla ciebie konsekwencje tego, że bierzesz choroby na siebie?

Kacmajor : - Żadne. Chrystus też nie poniósł konsekwencji. I apostołowie też nie ponieśli.

Tekieli : - W takim razie co to znaczy, że je bierzesz na siebie?

Kacmajor : - Zabieram ich grzechy na siebie. Chrystus powiedział: Noście, jak ja noszę brzemię.

Tekieli : - Ale... znając przykłady ludzi, którzy leczyli, mówię głównie o Ojcu Pio, którego historię dobrze poznałem... On lecząc ludzi i czyniąc cuda cierpiał, to znaczy brał cierpienia tych ludzi na siebie realnie, a z tego, co ty...

Kacmajor : - Ja też biorę realnie, bo mnie na przykład od ciebie w tej chwili bolą jelita, a od twojej żony bolały mnie jajniki, jak tu weszła, i miałem pieczenie lewej ścianki pochwy, rozumiesz.

Tekieli : - To są rzeczy, których się doświadcza, niestety, kiedy ma się...

Kacmajor : - Rozumiesz i koniec, no.

Tekieli : - Ale mnie nie pieką jelita...

Kacmajor : - Ja nie mówię, że ciebie pieką jelita, mówię o prawej ściance pochwy twojej żony, ale czuję powiększone twoje jelita, rozumiesz, wydłużone i czuję uciski w tych jelitach, rozumiesz, i czuję bóle głowy zatokowe - twoje, nie swoje - rozumiesz, bo ja nie mam chorych zatok.

Tekieli : - Ja mam bóle zatokowe głowy innej osoby, po prostu.

Kacmajor : - Nie innej, ciebie.

Tekieli : - Przez miesiąc pracowałem nad pewną osobą, tak że wiesz... A poza tym nieprecyzyjnie, nie zatokowe w ogóle...

Kacmajor : - Nieprawda. Twoje są. Zatokowe górne.

Tekieli : - Tylko jednej zatoki.

Kacmajor : - Ja nie jestem klinika, to bez sensu. Masz chore jelita, masz chore zatoki, masz chore serce i szlus. Masz bóle w krzyżu. To nie są korzonki, to są nerwy i szlus, masz zachwiania równowagi czasami, bo masz nie dotleniony mózg i szlus, i to nie są moje wymysły, bo ja to czuję.

Tekieli : - Ale to jest twoja piłka, wiesz stary, możesz sobie mówić rzeczy...

Kacmajor : - To nie jest moja piłka, bo ja nie gram w ping ponga, a nie lubię sportu, sport jest bez sensu, zupełnie. To jest rywalizacja. Ja nie rywalizuję z tobą w żaden sposób. Ja nie mam zamiaru rywalizować z kimkolwiek, ty się zajmujesz takimi rzeczami, ja się zajmuję jednym: Bogiem.

Tekieli : - I to jest twoja robota?

Kacmajor : - To jest moja robota. On był przez sześć lat narkomanem i nie jest narkomanem, ktoś tam w domu miał raka kręgosłupa, i nie ma, ktoś nie mógł chodzić w ogóle, bo miał gościec stawowy postępujący, i chodzi. Też nie zaczął chodzić od razu.

Tekieli : - Ale nie odpowiedziałeś mi w dalszym ciągu na pytanie...

Kacmajor : - Prawo wyraźnie mówi...

Tekieli : - Ojciec Pio...

Kacmajor : - Bóg zawsze zsyłał swoje sługi, ja jestem jego sługą, który robi to, co robi, i już.

Tekieli : - Ale jak? Pytanie jest precyzyjne, pytanie brzmi jak następuje: w chwili, w której zabierasz, powinieneś cierpieć.

Kacmajor : - No dobrze, ale tylko idiota okazuje cierpienie, cieszcie się ze wszystkiego.

Sajnóg : - Żebyś to dobrze zrozumiał.

Tekieli : - Ja to bardzo dobrze rozumiem, tylko w dalszym ciągu... My się doskonale rozumiemy.

Kacmajor : - ...W Prawie nie jest napisane, że Jezusem Chrystusem rzucało, jak wypędzał te duchy, rozumiesz. Chrystus mówił: brzemiona słodkie noście, czyli nie pokazujcie po sobie, że cierpicie, bo to tak, jak byście narzekali na to, że bierzecie coś na siebie. Nie róbcie z siebie pajaców. Sługami nieużytecznymi jesteście. Uśmiechajcie się.

Tekieli : - Rozumiem, że cierpisz, ale o tym nie mówisz.

Kacmajor : - Mówię, ja z tobą rozmawiam.

Tekieli : - Ale powiedziałeś to dopiero po tym jak...

Kacmajor : - Nie, ja powiedziałem... ja od razu powiedziałem, że czuję twoje jelita i pochwę twojej żony, więc ja powiedziałem, że ja to czuję, czuję ból, pieczenie, ucisk.

Tekieli : - Cały czas mówisz o diagnozie. Natomiast ja mówię o sytuacji, kiedy ty leczysz kogoś, bo mnie w tej chwili nie leczysz.

Kacmajor : - A skąd wiesz?

Tekieli : - Trudno by mi było odpowiedzieć na pytanie skąd, ale wiem. Sprawa jest taka, że w chwili, w której leczysz, przejmujesz na siebie chorobę i w związku z tym ofiarowujesz swoje cierpienie za tego człowieka. Ból, to jest wymierne.

Kacmajor : - Ja nie lubię tego słowa, to cierpienie to takie... Nigdy nie uważałem się za cierpiącego człowieka. Ja nie jestem masochistą, no ale jeżeli Bóg mnie przeznaczył do tego, do czego mnie przeznaczył, to robię to z uśmiechem na ustach, bo nie będę z siebie robił błazna. Nie będę skowyczał na leżance, jak przychodzi do mnie po 300 osób czy po 500-600 dziennie, wiesz, to nie mogłem sobie pozwolić na jęki, chociaż czasami to bardzo bolało, rozumiesz.

Tekieli : - To mi w zupełności wystarczy.

Sajnóg : - Na przykład ktoś przyjechał z chorymi jelitami, to pamiętam jak Niebo przesiedział ranek w ubikacji, miał po prostu biegunkę.

Kacmajor : - Wyszedłem do człowieka i się uśmiechałem, jakże inaczej ?

Tekieli : - To mi tłumaczy, usłyszałem to...

Kacmajor : - To co chciałeś usłyszeć.

Tekieli : - Były dwie możliwości, mogłem usłyszeć coś innego przecież, nie? Czy jest coś, o czym chcielibyście powiedzieć? Niektóre wypowiedzi prostowaliście, na przykład o tym patriarchacie. Czy jeszcze są takie rzeczy, które należałoby opublikować, żeby sprawa była wyprostowana?

WSTRZYKIWANIE DIABŁA

Kalina PETRUS [?] : - Nam zarzucają to, że kobiety są posłuszne.

Kacmajor : - Do końca posłuszne.

Petrus : - Z tym że żaden mężczyzna nie jest u nas tyranem, ale jeżeli w rodzinie dziecko jest nieposłuszne matce, rodzicom, żona nieposłuszna mężowi, to wszyscy razem zaczynają Bogu imponować. My wiemy, że jedno "nie" dziecka do matki powoduje chorobę, że jedno "nie" żony do męża powoduje chorobę, to nie jest żaden nasz wymysł.

Kacmajor : - Prawo mówi wyraźnie: głową kobiety jest mężczyzna, głową mężczyzny jest Chrystus, a głową Chrystusa jest Bóg i to nie myśmy ustalili sobie tę hierarchiczność. Ona jest ustalona, my musimy się jej podporządkować. Ja podporządkowuję się Chrystusowi, a moja żona musi się podporządkować mnie, innego wyjścia nie ma, bo będzie bajzel, będzie to niezgodne z Prawem. Co wcale nie oznacza, że my ze swoimi żonami nie rozmawiamy, że jesteśmy tylko dyrektywni w stosunku do nich... Głos decydujący ma zawsze mężczyzna i to on zawsze podejmuje decyzje.

Tekieli : - Ty masz żonę?

Sajnóg : - Jeszcze nie.

Kacmajor : - Szuka. Ja mam żonę i szóstkę dzieci, i jeszcze ich wszystkich - 60 osób. W tym domu nikt z nikim się nie kłóci, na nikogo nie burczy. Prawo mówi o miłości wzajemnej. Jest tak, że przyjeżdża człowiek, który mieszkał tam gdzieś sobie na jakiejś wsi - opowiadałem już o nim wcześniej - jego tu nie przyciągnęło leczenie - wiesz, że on wyzdrowiał - ale to, jakim zobaczył ten dom, rozumiesz. On śpi u nas, bywa, trudno byłoby go oszukać, udawać przez dwa dni, żeby sześćdziesiąt osób udawało coś. On mieszkał u nas, przyjeżdża sobie dwa razy w tygodniu czy tam raz w tygodniu na dwa dni, jeździ z nami na leczenie, przygląda się czy to, co my mówimy, jest prawdą, czy za tym, co mówimy, idą czyny, czy nie jest to gołosłowne. I tak przychodzą do nas ludzie, w ten sposób. Nikt tu się nie wprowadza od razu, natychmiast zostawiając wszystko i przynosząc mi osobiście pieniądze, a ja sobie kupuję nowego Forda.

Tekieli : - Jest jeszcze jedna taka rzecz, która twoich dawnych przyjaciół bulwersuje - gdy rozmawiacie z nimi i opowiadacie im, co ich złego spotka, oni to odbierają jak agresję.

Kacmajor : - Jaką agresję? Jeremiasz szedł i mówił: spotka cię to za to. Jaka to agresja? To znaczy, że prorocy byli agresywni, tak? To jest bez sensu.

Tekieli : - Mnie nie przekonuj do niczego. Ja mam swoje zdanie.

Kacmajor : - Ale to jest bez sensu. Czyli wszyscy prorocy byli agresywnymi facetami, Jezus Chrystus był najbardziej agresywny, bo powiedział, że od tej pory będą się po mordach lali, nie dosłownie, ale tak : miecz wam przyniosłem, a nie pokój. Najbardziej agresywny jest Jezus Chrystus, powiedział, że jak przyjdzie, to wyrżnie wszystko na dokładkę, no Pan Bóg jest agresywny, bo Sodomę z Gomorą zniszczył z całym okręgiem, a przedtem zalał ich potopem. Jaka agresja: my ich uprzedzamy, że jeżeli będą robili coś, co będzie niezgodne z Prawem, to poniosą konsekwencje. Nie my te konsekwencje stwarzamy, oni sami w to wchodzą, oni sami to sobie robią, my ich uprzedzamy, nic więcej. Nie ma w tym żadnej agresji.

Tekieli : - A w takim razie skąd to sformułowanie: "wstrzykiwanie diabła"?

Kacmajor : - Jakie wstrzykiwanie ?

Sajnóg : - A to chodziło o tę sytuację u Antoniego, tam przyszedł jakiś mężczyzna i ja mu powiedziałem: dostajesz diabła i ten diabeł będzie cię szarpał, będziesz miał lęki.

Kacmajor : - No i dostał, bo on przyszedł jakiś już...

Sajnóg : - I tak było.

Kacmajor : - Dostał, bo przyszedł z agresją. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Tekieli : - Mówiłeś, że jesteś zwiastunem, nie narzędziem.

Sajnóg : - Ja mówię o tym, że coś się dzieje przeze mnie, tak samo jak się dzieje przez niego, przez niego, czy przez wszystkie osoby, które mieszkają w domu, tak też jest.

Kacmajor : - Jeżeli ja będę wiedział na przykład, rozumiesz, że przez dwa dni od dzisiaj będzie cię bolała głowa, ja ci to powiem, rozumiesz czy nie? Ja po prostu wiem, na co kto choruje, wiem co go może spotkać za co, to jest przewidywanie.

Petrus : - Mówiłem kobiecie w Nysie, że ma chory żołądek, ona jeszcze tego bólu nie czuła, ale ja już wiedziałem, że ma chory żołądek.

Kacmajor : - Ty masz chore jelita...

Petrus : - Proponowałem jej wyleczenie, a ona mówiła, że "nie, nie", a teraz leży na raka żołądka w szpitalu. Mówiłem chłopakowi, że mu będą puchły nogi, porozmawiamy o tym, powiem ci dlaczego nogi tak ci zaczną puchnąć, on: "to mnie nie ciekawi", też "nie, nie", teraz jest w Chełmie, ma nogi spuchnięte. Jest mnóstwo takich przykładów.

Kacmajor : -- Tak jak ty kiedyś miałeś pieczenie cewki moczowej, było to związane z nerkami, a nie z bólami kręgosłupa.

Tekieli : Mhm...

MOGĘ ZABRAĆ, MOGĘ WŁOŻYĆ

Petrus : - My się nie bawimy w medycynę. Nas nie interesuje, jak to sobie ktoś nazywa, my leczymy.

Kacmajor : - Choroba jest chorobą i szlus.

Tekieli : - W dalszym ciągu nie rozumiem. To znaczy wy jesteście tylko mediami? Tylko mówisz o tym, co ma się zdarzyć? Czy też...

Kacmajor : - Nie, nie tylko tak.

Tekieli : - Ale wytłumacz mi co, to znaczy "nie tylko".

Kacmajor : - Że jeśli mogę zabrać chorobę, to mogę też ją włożyć, rozumiesz.

Tekieli : - Kto ci dał takie prawo?

Kacmajor : - Bóg.

Tekieli : - A jak się o tym dowiedziałeś, że dostałeś ty, imiennie, takie prawo?

Kacmajor : - Widzenie miałem.

Tekieli : - I to było na pewno Boże widzenie.

Kacmajor : - Na pewno, bo ludzie zdrowieją. Nie może drzewo wydawać złych i dobrych owoców, skoro...

Tekieli : - Nie, nieprawda.

Kacmajor : - Skoro jemu zginęło coś i komuś coś zginęło...

Tekieli : - Nieprawda, jak znasz Biblię, to wiesz dokładnie, że Antychryst będzie - tu nie chodzi o jakiekolwiek porównania tylko o model - że będzie brany za Mesjasza.

Kacmajor : - Ale ja nie jestem żadnym Mesjaszem.

Tekieli : - Dlatego mówię ci, że nie chodzi o porównywanie, tylko o to, że można mieć widzenia również... z lewej strony.

Kacmajor : - Sześćdziesiąt osób w domu nie zwariowało, bo każda z nich ma już widzenia, każda widzi duchy, potrafi je rozróżniać, każda ma czucia i potrafi je rozróżniać, rozumiesz. Ja sam mógłbym zwariować, ale ja wiem, że Kalina Petrus i Ambasador nie są szaleńcami...

Sajnóg : - (śmiech)

Kacmajor : - Że moja żona nie oszalała.

Tekieli : - No nie, na razie mówisz tylko o występowaniu bądź nie pewnych rzeczy, natomiast nic nie mówisz o źródle, bo może być dobre i złe źródło.

Sajnóg : - Ja ci powiem, ja mieszkałem w Niemczech z taką dziewczyną, która była bezpłodna. Wyjaśniliśmy - mamy dary, wiedzę o przyszłości, przeszłości, wyjaśniliśmy jej przyczynę, jej grzech, który spowodował to, że ona nie mogła mieć dzieci. Ona ma teraz dziecko roczne. Żaden Antychryst nie doprowadzi do dobra.

JAKIE SĄ KONSEKWENCJE

Kacmajor : - Wszystkich zapraszamy do siebie do domu i oni po prostu przyjeżdżają, obserwują, nie opierają się na opinii, wiesz, Ambasadora, jego czy mojej. Przyjechali i zobaczyli to, co się dzieje i jak się dzieje. My nie rozmawiamy z dziennikarzami, rozumiesz, do tej pory przez ileś tam lat nie rozmawialiśmy i ty praktycznie jesteś pierwszym, z którym rozmawiamy.

Tekieli : - Chyba nie jestem dziennikarzem.

Kacmajor : - No dobra.

Tekieli : - W tej chwili tylko występuję w takiej funkcji.

Kacmajor : - No dobra, rozumiem. Myśmy do tej pory nie rozmawiali z nikim tak jak rozmawiamy z tobą, rozumiesz.

Sajnóg : - Film nam proponowali.

Kacmajor : - Nie jest to zbyt poczytne pismo, prawda?

Tekieli : - Jak na tego typu pismo to jest... najpoczytniejsze.

Kacmajor : - OK, ale wiesz o co mi chodzi, tak? Ja sobie to czytałem kiedyś, rozumiesz, to coś tam wiem. Myśmy przyjechali do ciebie, nie pojechaliśmy do facetów z Gazety Wyborczej czy do kogoś tam, czy do kogoś tam, czy do kogoś tam, rozumiesz. Bo to nie niesie za sobą famy, że pan Kacmajor tu teraz prostuje coś. To nie będzie prostowanie, bo to nie dociera do szerokich mas społecznych, prawda? Nam nie zależy na tym, żeby coś prostować gdzieś, jakieś zarzuty, które nam postawiono kiedyś, rozumiesz, nas to nie interesuje po prostu, prostowanie zarzutów.

Tekieli : - Czyli...

Kacmajor : - Mówią o nas jakoś, o każdym mówią jakoś, niech sobie mówią, i co z tego?

Tekieli : - Czyli to, że... ludzie z twojego dawnego otoczenia odbierają twoje akcje jako agresywne, to jest ich funkcją ich stanu, a nie tego, co...

Sajnóg : - Słuchaj, ja rozmawiałem z nimi bardzo dużo, bardzo dużo i wtedy kiedy byłem na odjeździe, i wtedy, kiedy działy się ze mną te rzeczy, oni widzieli jaka jest prawda, rozumiesz, widzieli jak wyglądam.

Kacmajor : - Widzieli jego.

Sajnóg : - I nie poszli za mną, wiesz. Bardzo chciałem im pomóc, naprawdę chciałem im pomóc, jeździłem, wiesz, autostopem za nimi w różne miejsca, rozmawiałem, rozmawiałem, rozmawiałem, zamykali przede mną drzwi itd. Różne rzeczy się działy, nie chcę ich oceniać, tylko mówię ci, że starałem się im pokazać, jakie są konsekwencje, widzieli to z bliska.

Kacmajor : - Oni widzieli go kiedyś i widzą go teraz. I widzą to dobrze. Chcą żyć jak żyją i koniec. Przecież nikt nikogo nie będzie zmuszał do zmiany postępowania. On się mnie pytał, jak byłem kiedyś w Dortmundzie i u niego byłem, czy ma rzucić narkotyk. Ja mówię to jest twoja sprawa, jeżeli ty je zostawisz, to ty wygrasz, a jeżeli ja ci każę zostawić i ty zostawisz, to będzie to moja wygrana, nie twoja, i koniec.

Tekieli : - Mechanizmy są proste.

Kacmajor : - Zupełnie proste i oczywiste.

Tekieli : - Nikt nikomu jeszcze nie zdjął odpowiedzialności za siebie.

Sajnóg : - Wolna wola.

Kacmajor : - Ktoś chce przyjechać - proszę bardzo, znajdzie się miejsce jeszcze dla jednego człowieka, nie chce przyjechać, to nie, i to wcale nie znaczy, że ja przestanę go leczyć, bo ja jeżdżę do ludzi, którzy leczyli się u mnie cztery lata temu, rozumiesz, a ja przez te cztery lata nie leczyłem, bo się nimi zajmowałem. Rozmawialiśmy, oni się uczyli pewnych rzeczy, rozumiesz, których ja się kiedyś nauczyłem, przekazałem im to, nie z pozycji guru, tylko chciałem, żeby oni mieli to, co ja posiadam, żeby nie było guru i reszty, tylko żeby był jeden dom, w którym wszyscy są mądrzy, a nie jeden jest najmądrzejszy.

TO JA JESTEM ŚWIĘTY BOŻY

Tekieli : - A jak myślisz, dlaczego ciebie to spotkało...?

Kacmajor : - To jest Pana Boga sprawa.

Tekieli : - Ale co ty myślisz na ten temat?

Kacmajor : - Ja myślę, że byłem fajny facet po prostu. Pan Bóg docenił moją fajność.

Tekieli : - A to nie pycha jest przypadkiem?

Kacmajor : - Nie, dlaczego pycha. Ja zawsze miałem o sobie dobre zdanie.

Tekieli : - Czy to nie jest pyszne?

Kacmajor : - Nie. Jezus Chrystus mówił, że jest Synem Bożym, to też uznawano za pychę, a to był fajny facet. Pyszny jesteś, ty jesteś szatan, do niego mówię, ty szatanie, bo jesteś pyszny.

Tekieli : - Ale On był Synem Bożym.

Kacmajor : - To ja jestem świętym bożym i co z tego, no? To jestem świętym, no.

Tekieli : - Ale skąd masz to przekonanie?

Kacmajor : - A skąd miał Jezus Chrystus przekonanie, że był Synem Bożym, no a skąd prorocy przedtem mieli przekonanie? Mieli bo mieli, no. Miałem ileś tam widzeń, rozumiesz. Pamiętam jeszcze widzenia, które zaczęły się w dzieciństwie, rozumiesz. W pewnym momencie zacząłem to sobie składać wszystko do kupy. Myślałem, że przyjdzie anioł, że mi coś powie, wiesz, ale nie ma anioła, cholera, gdzie jest ten anioł, czekałem na anioła, wiesz.

Tekieli : - Ile masz lat w tej chwili?

Kacmajor : - Czterdzieści.

Tekieli : - Kiedy zacząłeś to sobie składać?

Kacmajor : - Jak miałem dwadzieścia osiem. Musiałem też doświadczyć różnych rzeczy, więc nie byłem taki gówniarz, który tam sobie brykał, wiesz, i nagle został oświecony, rozumiesz. Też musiałem przejść przez doły duże różne, z których wychodziłem, w które wchodziłem sam specjalnie. Miałem jakąś matkę, która mnie czegoś nauczyła, a czego na przykład ich nie nauczyła.

Tekieli : - Czyli nie oceniasz swoich rodziców negatywnie - bo to jest częstym motywem mówienie źle o swych "rodzicach biologicznych".

Kacmajor : - Nie. Ani negatywnie ani pozytywnie, ja wiedziałem kim jest moja matka, wiedziałem czego mnie nauczyła, wiem czego mnie nie nauczyła. I czego ja ją uczyłem potem, rozumiesz. Ona była ateistką, cały dom był ateistyczny, ale ona mnie wychowała w duchu chrześcijańskim, rozumiesz, bez tej całej przykrywki. Ona nas wychowała sama, miała czwórkę dzieci... i mówiła mi: nie śmiej się z kaleki, nie śmiej się z pijaka, bo nie wiesz dlaczego się upił, chodź, idź do ludzi, którzy nie mają żadnego wykształcenia, którzy nie potrafią czytać i pisać, bo to są fajni ludzie, mów dzień dobry tym ludziom. Takich zwykłych rzeczy mnie nauczyła, rozumiesz. Nie mówiła nie idź tam, bo ciule, ćmoki i chamy. Matka dopiero patrząc na to, co ja robię i widząc to, że ja leczę, uwierzyła w Boga, rozumiesz. Ona mi dała podstawy, a ja dałem resztę. Miała sama te podstawy, miała jakieś wady, miała, bo umarła, a każdy za swą własną winę, za własne grzechy śmierć poniesie, bo śmierć jest konsekwencją grzechu. Zgrzeszyła, nie mówię, że ona była idealna, rozumiesz, bo nie.

NA RAZIE MAMY BATERIE

Tekieli : - Czy prawdą jest to, co pisze Antoni, że wyznaczony był termin końca świata?

Kacmajor : - Daj spokój, wiesz co, ja nie jestem świadek Jehowy, Prawo wyraźnie mówi, że... jeżeli Chrystus powiedział, że on sam nie zna końca, daty końca świata, tylko Bóg... Ja przecież nie jestem kretynem, ja znam Prawo, ja nie mogłem czegoś takiego powiedzieć i nikt od nas nie mógł czegoś takiego powiedzieć, koniec. Szaleniec, wiesz? Wyznaczam datę końca świata, jestem lepszy niż Pan Bóg, wiem więcej (śmiech).

Tekieli : - A te plany, o których pisał? Jakiś agregat, studio nagrań, budowa nowych domów?

Kacmajor : - Pewnie, a jak, państwo się rozbudowuje, już mamy kilka gitar elektrycznych. Ambasador piękne rzeczy robi. Do tekstów Norwida.

Tekieli : - A skąd prąd?

Kacmajor : - Mamy tam baterie... na razie to wszystko, wiesz, odrzucenie, bo myśmy odrzucili wszystko i teraz wracamy do wszystkiego, bo trzeba było przez coś przejść, wiesz, bo oni musieli odrzucić coś, żeby coś dostać.

Tekieli : - Buddyjska droga jakby.

Kacmajor : - Chrystusowa to jest droga przede wszystkim, nie buddyjska. Bo Chrystus powiedział: Jak odrzucicie wszystko, to dostaniecie to jeszcze w tym życiu, rozumiesz. I nawet w czasach ucisku, rozumiesz, więc nie jest to buddyjska droga, tylko chrystusowa.

Sajnóg : - Nie wymieniaj imion obcych bogów (śmiech).

NIESOLONE ZIEMNIAKI

Petrus : - Sami chcieliśmy przeżyć biedę, wiele osób wychowało się w ciepłych domkach, oni nie potrafili zrozumieć biednego. Jedliśmy ziemniaki przez długi okres...

Kacmajor : - Niesolone ziemniaki. Sami żeśmy to sobie wybrali wszystko, ja nie narzucałem im tego, rozumiesz. O wszystkim się rozmawiało, do wszystkiego dochodzono wspólnie w tym domu. A nie, że ja mówiłem, od dzisiaj będzie tak i tak.

Tekieli : - Powiedzcie z czego żyjecie?

Kacmajor : - A z darowizn, a czasami z kradzieży (śmiech). Co się śmiejesz cymbale?

Sajnóg : - (śmiech)

Kacmajor : - No, z guru się śmieje bezczelnie. No na serio, zdarza się czasami... Paru ludzi od nas przyłapano na kradzieżach. Oni wiedzieli, że mają pójść i coś tam ukraść, żeby z kimś o czymś porozmawiać, z policją, wejść tam na policję i rozmawiać o Bogu.

Tekieli : - Jakie to były rzeczy?

Kacmajor : - Ubrania. Coś tam do jedzenia... trzy kilo makaronu, kilo ryżu, jakiś sweter... takie historie.

Tekieli : - A to było w czasie...

Kacmajor : - Teraz ostatnio. Ludzie, ci których leczymy, dają nam pieniądze, tak jak Chrystus miał tych, którzy mu dawali, on nie pracował nigdzie, chodził i głosił Słowo Boże. Prawo mówi, że z wiary żyć będziecie... i nie zajmujemy się niczym innym poza leczeniem i głoszeniem Słowa Bożego, no i czasami kradzieżami, no ale wiesz coś trzeba robić (śmiech).

Sajnóg : - Jeszcze taki przykład podam ci, że...

Kacmajor : - Żeby nie było w nich lęku, rozumiesz, to też taka metoda na zabicie lęku, tylko że ja czy Ambasador nie wyznaczamy nikogo: tam idź, tylko każdy wie, gdzie ma pójść.

Petrus : - Wziąłem w Puławach kawę i wychodziłem tak, żeby kobieta widziała. Gdyby chcieli dzwonić po policję - bardzo proszę, wziąłem specjalnie i tam na policji powiedziałem, że chciałem zobaczyć, jak się czuje złodziej, chciałem przeżyć. I było to z mojej woli, a poza tym dużo rzeczy w sobie załatwiłem, bo lęk przed czymś powoduje, że nie potrafiłbym zabrać człowiekowi lęku. Nakładamy ręce i leczymy z lęku, złości, z depresji, nie tylko bierzemy na siebie raki, Aids czy żółtaczki, ale też te duchowe choroby tak zwane psychiczne.

Sajnóg : - Powiem ci, że posługiwałem się fałszywym dowodem kiedyś, znaczy nie fałszywym tylko nie swoim, po to, żeby wejść do więzienia i pomóc człowiekowi, który tam był, bo dokumenty myśmy spalili lub wyrzucili, więc wziąłem dowód, za zgodą tego człowieka i wszedłem, a to takie więzienie, gdzie się wyroki śmierci wykonuje, nie powiem gdzie, żeby nie zaszkodzić temu człowiekowi, u którego byłem, ostro strzeżone z ilomaś tam bramkami. I też miałem przeżycia, musiałem sam stanąć wobec takiej sytuacji, w taki sposób się zachować, żeby oni mnie nie rozpoznali, a ja mam trzydzieści siedem lat teraz ziemskich, a tamten miał dwadzieścia i wyglądał młodo na zdjęciu itd. Takie rzeczy też robimy.

Petrus : - Zarzucają nam ludzie, że nie uprawiamy pola. A jak kobietę wyleczyliśmy, to ja jej mówię... no widzisz, ja ci zdrowie dałem... i powoli się do nas pewne osoby przekonują, widzą, że nie jest to grupka małolatów, którym coś odbiło, tylko że są to poważni ludzie i... robią coś do końca.

SIĘ WIDZI

Tekieli : - Czy chcecie rozmawiać o tej sferze...

Kacmajor : - To ty chcesz, my możemy sobie rozmawiać o wszystkim.

Tekieli : - Ale jakąś tam strategię istnienia publicznego macie?

Kacmajor : - Żadnej strategii istnienia publicznego nie ma jaka strategia?

Tekieli : - W tej dziedzinie jestem akurat zawodowcem, także...

Kacmajor : - Z dziennikarzami nie rozmawiamy, rozumiesz, ty nie jesteś dziennikarzem to z tobą rozmawiamy.

Tekieli : - Chodzi mi o to, że macie wizje...

Kacmajor : - Nie wizje, widzenia.

Tekieli : - ...widzenia dobrze, to może o czymś takim moglibyście powiedzieć?

Kacmajor : - No pewnie. Mamy na przykład, ktoś ma widzenie, że jutro przyjdzie policja i ona przyjeżdża, i robią nam rewizję w domu i szukają na przykład narkotyków albo czegoś tam, albo kogoś tam kto niby się u nas ukrywa. Jak do tej pory rewizje nic nie przyniosły, niczego nie znaleziono - ani narkotyków ani osób, które się ukrywają, ani trupów na działce obok, ani broni, różnych rzeczy szukano.

Sajnóg : - Ostatnio dzieci martwych.

Kacmajor : - Dwa tygodnie temu policja przyjechała, no z czterdziestu ich było, z takimi komandosami, fajnie było, ciebie akurat nie było, byłeś w Gdańsku. Podejrzewano nas, że kobieta, która urodziła w domu, wyrzuciła swoje dziecko po prostu do kosza gdzieś tam w Lublinie i facetów najechało się bardzo dużo, sekcja antyterrorystyczna. Zawiedzeni byli, gdy okazało się, że dziecko żyje, a ja trzy dni przedtem sam puściłem plotkę, że ono umarło, to jest ta strategia. Mamy swoją strategię.

Tekieli : - Dobrze, ale...

Kacmajor : - No więc oni weszli do domu i ja im od razu powiedziałem, no toście się wrobili, bo tu jest dziecko, tu jest matka, to ja puściłem tę famę i sami żeście w nią wdepnęli, i kosztowało was to tyle i tyle, wy nam zrobicie zdjęcia, my wam zrobimy zdjęcia, i wy sobie pojedziecie, my tu sobie zostaniemy, dobra, dobra koniec.

NAPISÓW NIE WIDZĘ

Tekieli : - Ale o tych widzeniach? Jak to wygląda?

Kacmajor : - No się widzi. Jak się ciebie widzi, to się widzi. Albo jest to widzenie senne w nocy, albo jest to zwykłe widzenie w dzień, można widzieć ducha, znaczy duch, to jest...

Tekieli : - No właśnie, bo to są nieprecyzyjne słowa...

Kacmajor : - Ja zaraz uprecyzyjnię. Widzisz plamę barwną jakiegoś kształtu, ona może być w powietrzu, może być na ścianie, charakter tejże plamy czyli tego ducha, mówi o człowieku, o jego działaniach lub o naszych działaniach, zależy gdzie się ten duch znajduje i jakiego jest kształtu, i jakiego jest koloru. Prawo wyraźnie mówi o rozróżnianiu duchów, tak? I my te duchy po prostu widzimy i potrafimy je rozróżniać. Jest to dla nas wszystkich wiedza o konieczności jakiegoś naszego działania lub też informacja o działaniu jakiegoś człowieka.

Tekieli : - Czyli po prostu interpretujecie...

Kacmajor : - Nie interpretujemy.

Tekieli : - Czyli interpretujecie kolory i kształty?

Kacmajor : - Wiemy. Gdybyśmy interpretowali tylko, to tak jakbyśmy interpretowali, wiesz, Prawo Boże, no.

Petrus : - Są napisy.

Kacmajor : - On widzi napisy. Na przykład.

Tekieli : - To już nie ma co interpretować.

Kacmajor : - Przychodzi sobie człowiek i pisze na nim "kurwa" albo "dziennikarz" pisze, rozumiesz, dzięki temu wiadomo, że to jest dziennikarz, albo pisze sobie coś tam nad nim innego i to zależy jeszcze gdzie ten napis, który on widzi, jest umiejscowiony, i tyle.

Sajnóg : - Przy czym duchy są konkretne, to nie jest taki jakiś symbol, tylko łączy się to z konkretną siłą, siłą ducha, że na przykład widzisz na kimś... ciemnoczerwony.

Tekieli : - Siłą zewnętrzną?

Sajnóg : - Tak. Ciemnoczerwony kolor na przykład oznacza czyjąś agresję.

Kacmajor : - Że on jest agresywny, on może tutaj zdjął płaszczyk, a w środku... rozumiesz, bo jeżeli ty widzisz, że on jest agresywny, to bez sensu jest ten duch, tak? Jeżeli ktoś przyjechał z agresją, tak, a pod jakimś tam płaszczykiem, to ten duch mówi o nim prawdę.

Tekieli : - Czy to jest tak, że to jest po prostu "czyjeś pismo" - mówię w tej chwili absolutnie metaforycznie, bo to jest trudna rozmowa...

Kacmajor : - To nie jest rozmowa, bo ty nie wiesz po prostu.

Tekieli : Wiesz, ja jestem...

Kacmajor : - Wiesz, teraz zobaczyłem na zegarku ducha ciemnoróżowego, pojawił się i zginął od razu, czyli rezygnacja z ciemnego różu, coś ucieka, to znaczy, że rezygnujesz z czegoś, a zegarek mówił o czasie, czyli za jakiś czas ktoś zrezygnuje z ciemnego różu. A ciemny róż to udawana miłość. A tam zobaczyłem, że ktoś nie zrezygnuje przez jakiś czas z przyjmowania cudzych myśli, duch biały to rezygnacja i szlus, i oni wszyscy to widzą i koniec, w domu sześćdziesięcioletnia kobieta widzi tak.

Tekieli : - Te same rzeczy w tym samym momencie...

Kacmajor : - Nie, ale po co? Ale po co?

Tekieli : - Czyli to są indywidualne... ale język tych znaków jest ten sam?

Kacmajor : - Ten sam, bo myśmy się poprzez życie z tym duchem nauczyli go rozpoznawać, bo nigdzie nie jest to opisane, rozumiesz?

Tekieli : - Dlatego mówiłem o interpretacji...

Kacmajor : - Ale na początku to było tak, żeś my je obserwowali, wiesz o co chodzi, i te zdarzenia i to, co się działo, mówiło nam o tym, że to jest takie, rozumiesz.

Tekieli : - No właśnie.

Kacmajor : - a nie inne, prawda, bo skąd ja mógłbym wziąć tę wiedzę? Prawo mówi o rozróżnianiu duchów, ja wiem, że one są, wiesz, i oni je widzą, ja widzę, chociaż ja najmniej mam widzeń, napisów nie widzę, nie wiem skąd oni to wzięli.

Tekieli : - Ale wiadomo dlaczego?

Sajnóg : - Wszyscy dostali to jak wyszli (śmiech) na Drogę, jak poznaliśmy Niebo, nie wcześniej, bo ja nigdy nie widziałem...

Kacmajor : - Chociaż byli ludzie, którzy widzieli. Na przykład moja żona - ona widziała i czuła pewne rzeczy, rozumiesz. Jej koleżanka z roku przyjechała do mnie z tzw. schizofrenią, wiesz, siedziała w zakładzie psychiatrycznym, przywieziono ją do mnie. Po nałożeniu rąk wyzdrowiała, pojechała jeszcze na jakieś studia do Moskwy. Żona, znając tę dziewczynę przed i po, wiesz, bo były z jednego roku, chciała się spotkać ze mną i kiedy gdzieś kiedyś leczyłem na Lubelszczyźnie, ona przyjechała, a ja patrząc na nią wiedziałem, że to jest moja żona i powiedziałem: ty jesteś moja żona, a ona została moją żoną i taka historia. Wiedziałem w sobie, że to jest moja żona, a ona mi się nie podobała fizycznie, rozumiesz, bo to nie był mój typ kobiety, rozumiesz, ale ja wiedziałem, że to jest dusza jakaś określona, że ja z tą duszą zrobię coś i będzie fajnie.

Tekieli : - Trzeba mu współczuć?

Kacmajor : - Nie... no fajna baba jest, dlaczego, mnie się podoba, rozumiesz, teraz mi się podoba, rozumiesz. Dlaczego współczuć? Mamy szóstkę dzieci i jest fajnie.

Tekieli : - Czyli to jest jakiś system znaków, który się pojawił wokół ciebie najpierw, potem też wokół osób, które...

Kacmajor : - Ja nie widziałem tego pierwszy, wcześniej inni widzieli ode mnie.









część 2 - czytaj








bruLion - wybór tekstów